<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Dom Maklerski ING Securities - Blog &#187; trend</title>
	<atom:link href="http://blog.ingsecurities.pl/tag/trend/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://blog.ingsecurities.pl</link>
	<description>Dom Maklerski ING Securities - Blog</description>
	<lastBuildDate>Fri, 13 Jan 2012 12:41:49 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.8.6</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Czego boją się giełdy?</title>
		<link>http://blog.ingsecurities.pl/2011/08/czego-boja-sie-gieldy/</link>
		<comments>http://blog.ingsecurities.pl/2011/08/czego-boja-sie-gieldy/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 11 Aug 2011 12:31:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Szmigel</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blog]]></category>
		<category><![CDATA[Analiza techniczna]]></category>
		<category><![CDATA[Kryzys]]></category>
		<category><![CDATA[trend]]></category>
		<category><![CDATA[WIG20]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.ingsecurities.pl/?p=1238</guid>
		<description><![CDATA[            Jeszcze dwa tygodnie temu można się było łudzić, że mamy do czynienia z poważną i głęboką, ale jednak tylko niegroźną korektą. Teraz złudzenia prysły i ożyły nie tak dawne wspomnienia z 2007r. Przez rzeczone dwa tygodnie światowe giełdy zapadły się bowiem w błyskawicznym tempie, wysysając z portfeli inwestorów kilkanaście procent ich wartości. Skąd ten [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>            Jeszcze dwa tygodnie temu można się było łudzić, że mamy do czynienia z poważną i głęboką, ale jednak tylko niegroźną korektą. Teraz złudzenia prysły i ożyły nie tak dawne wspomnienia z 2007r. Przez rzeczone dwa tygodnie światowe giełdy zapadły się bowiem w błyskawicznym tempie, wysysając z portfeli inwestorów kilkanaście procent ich wartości. Skąd ten strach? <span id="more-1238"></span></p>
<p>           Rynki wyraźnie się boją, a lęk momentami przeradza się już w panikę. Media i zastępy specjalistów szukając źródeł tegoż lęku, uchwyciły się słabych danych gospodarczych, które ułożyły się w ostatnim czasie w pokaźny serial wskazujący na postępujące spowolnienie. Te wieści nie są jednak zaskoczeniem. Wszak zarówno problemy Europy, jak i gospodarcze omdlenie USA znane są już od dłuższego czasu. Pytanie brzmi zatem, czy skala i tempo przeceny uzasadnione są prognozami słabszego, ale jednak wzrostu? Co tak naprawdę dyskontują rynki?</p>
<p>           Osobiście obstawiam raczej to, iż biorą one pod uwagę możliwość ultraczarnego scenariusza, czyli nawrotu recesji, a nawet kiełkujące niebezpieczeństwo wystąpienia drugiej fali kryzysu. Przemawia za tym gremialna ucieczka od ryzyka w kierunku tzw. bezpiecznych przystani na, czyli np. szwajcarskiego franka i złota, a także coraz bardziej prawdopodobna zmiana trendu w notowaniach ropy naftowej, słusznie uważanej za barometr gospodarki. Co znamienne: historyczne obniżenie ratingu amerykańskiego długu powinno odbić się na wzroście rentowności obligacji, a zatem spadku ich cen, tymczasem stało się coś wręcz przeciwnego. Paradoks? Tylko pozornie. Amerykański dług nadal uważany jest za jedną z najpewniejszych rzeczy w finansowym świecie i decyzja agencji S&amp;P niewiele tu zmienia. Obligacje USA przyciągają kapitał w momentach niepewności, bo innych bezpiecznych przystani o takiej pojemności jest po prostu niewiele . Nie widać tu bynajmniej trwogi przed niewypłacalnością.</p>
<p>           Pierwsza odsłona kryzysu uderzyła wprawdzie w duże i znaczące, ale jednak prywatne firmy. Koszty ich ratowania spadły jednak na budżety państwowe, a programy pomocowe mocno rozdęły deficyty. Już wtedy wiadomo było, że długi trzeba będzie zacząć spłacać, co może w przyszłości odbić się poważną czkawką. Nadzieje pokładane były w szybkim wzroście, który przyniósłby pieniądze na spłatę zobowiązań. Tylko niepoprawni optymiście sądzili, że świat przejdzie przez to bezboleśnie. Teraz wzrost zdycha i wizja plajty kolejnych państw prowadząca do drugiej fali kryzysu staje się realnym zagrożeniem.</p>
<p>          Skąd zatem radosne i nieprzerwane niemal wzrosty, które przez ponad dwa lata karmiły morale byków? Odpowiedź może być banalnie prosta. Za pompowanie hossy odpowiedzialny jest prawdopodobnie amerykański FED z uporem wciskający w rynki biliony dolarów. Ta rzeka pieniędzy musiała gdzieś znaleźć ujście. Nie skierowała się jednak tam, gdzie oczekiwał tego FED (rozwinięcie akcji kredytowej), ale na rynki, pchając ceny w górę. Za pieniędzmi nie szła zaś realna poprawa gospodarcza, uzasadniająca podbijanie wartości aktywów. Tempo zjazdu pokazuje, że teraz ta nienaturalnie napompowana bańka prysła.</p>
<p>          Abstrahując od tego czy giełdy przesadzają, czy też nie, nie można twierdzić, iż ich strach jest zupełnie irracjonalny. Trudno nawet wyobrazić sobie, co będzie się działo, jeśli czarny scenariusz zacznie się realizować. Przekładając to na język AT, dwuletnia hossa (a może raczej „pseudohossa”) okazałaby się tylko przerwą (falą „b”), w rozległej zapoczątkowanej 2007r. bessie. Teraz czekałaby nas najbardziej niszcząca fala „c’</p>
<p style="TEXT-ALIGN: center"><img class="size-full wp-image-1239  aligncenter" title="11.08.11 - czego boją..." src="http://blog.ingsecurities.pl/wp-content/uploads/2011/08/11.08.11-czego-boją....JPG" alt="11.08.11 - czego boją..." width="606" height="553" /></p>
<p>         Wykres WIG20 bynajmniej nie wyklucza takiej możliwości. Zauważmy, że z podobną dynamiką i skalą spadków mieliśmy do czynienia na samym początku bessy. Również obecny poziom wyprzedania rynku (zobrazowany przez MACD) nie miał swojego precedensu w ostatnich dwóch latach, w trakcie bessy i owszem. Ponadto zwrot nastąpił niemal idealnie na wysokości 61,8% zniesienia całości bessy, będącej znanym poziomem Fibonacciego, często kończącym korekty głównego trendu. Ostatnie dni przyniosły też załamanie silnej linii wsparcia opartej o linie szyi formacji odwróconej głowy i ramion. Tej, która zapoczątkowała trend wzrostowy. To jest silmy techniczny sygnał sprzedaży, zdolny do odwrócenie owego trendu.</p>
<p>         W tej chwili nie wygląda to zatem dobrze. Pozostaje mieć nadzieję, że obecne emocje są jednak grubo przesadzone, światową gospodarkę uda się uratować i giełdy uwierzą w ostatecze rozprawienie się z kryzysem. Nadzieja wszak umiera ostatnia, tylko czy warto na nią stawiać swoje pieniądze?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.ingsecurities.pl/2011/08/czego-boja-sie-gieldy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Tylko korekta?</title>
		<link>http://blog.ingsecurities.pl/2011/07/tylko-korekta/</link>
		<comments>http://blog.ingsecurities.pl/2011/07/tylko-korekta/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 25 Jul 2011 11:23:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Szmigel</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blog]]></category>
		<category><![CDATA[Analiza techniczna]]></category>
		<category><![CDATA[trend]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.ingsecurities.pl/?p=1212</guid>
		<description><![CDATA[              Spadliśmy. Systematyczne osuwanie indeksów GPW zaczęło się pod koniec kwietnia i trwa już czwarty miesiąc. Bez wątpienia mamy do czynienia z poważną i większą korektą, ale czy tylko korektą? 
            Trzymiesięczna przecena nadwerężyła morale inwestorów, a w prasie pojawiać zaczęły się nawet krzykliwe artykuły, zapowiadające już początek bessy. W takim momencie rodzi się odwieczny dylemat: [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>              Spadliśmy. Systematyczne osuwanie indeksów GPW zaczęło się pod koniec kwietnia i trwa już czwarty miesiąc. Bez wątpienia mamy do czynienia z poważną i większą korektą, ale czy tylko korektą? <span id="more-1212"></span></p>
<p>            Trzymiesięczna przecena nadwerężyła morale inwestorów, a w prasie pojawiać zaczęły się nawet krzykliwe artykuły, zapowiadające już początek bessy. W takim momencie rodzi się odwieczny dylemat: jak możliwie wcześnie rozpoznać rynek niedźwiedzia? Przy próbach odpowiedzi zawsze napotykamy na ten sam problem. Kiedy uporczywe spadki przestają być tylko niegroźną korektą, a okazują się pierwszą falą bessy? Najczęściej jest tak, że zwrot rynku bezbłędnie można stwierdzić dopiero w stadium  zaawansowanym, kiedy portfele akcji są już mocno odchudzone.</p>
<p>            Od dawna próbuje się znaleźć teoretycznie i praktycznie kryteria, przez które można przesiać ruchy rynkowe, oddzielając zwykłe korekty od początków faktycznego załamania.. Powszechnie uznaje się np. spadek cen przekraczający 20%, jako zapowiedź bessy.  Nie wnikając w to, czemu akurat taka wielkość została uznana za graniczną, sprawdźmy jak pod tym kątem przedstawiają się najważniejsze indeksy GPW w ostatnich miesiącach.</p>
<p> </p>
<p style="font-size: 9px;">                                                              Wielkość strat głównych indeksów GPW                                         <img class="aligncenter size-full wp-image-1213" title="250711 - tylko korekta" src="http://blog.ingsecurities.pl/wp-content/uploads/2011/07/250711-tylko-korekta.JPG" alt="250711 - tylko korekta" width="390" height="124" /></p>
<p>            Z tabelki jasno wynika, że żaden z indeksów tej poniekąd magicznej granicy nie przekroczył. Dodatkowo w ocenie wielkości obecnego cofnięcia możemy wesprzeć się porównaniem do najgłębszej jak do tej pory korekty, która dotknęła warszawską giełdę podczas całego 2,5-letniego już ruchu wzrostowego.</p>
<p style="font-size: 9px;">                                                           Spadki indeksów podczas korekty kwiecień-lipiec 2010       <img class="size-full wp-image-1215  aligncenter" title="250711 - tylko korekta (2)" src="http://blog.ingsecurities.pl/wp-content/uploads/2011/07/250711-tylko-korekta-2.JPG" alt="250711 - tylko korekta (2)" width="389" height="112" /></p>
<p style="TEXT-ALIGN: center"> </p>
<p>            Zestawienie obu ruchów wskazuje, że w tej chwili obecne straty wciąż są mniejsze, niż te sprzed roku. Niedźwiedzie są  blisko powtórzenia tamtych osiągnięć, to zaś nie musi wcale obciążać byków, wszak korekty trendu często osiągają zbliżone rozmiar. Warto też pamiętać, iż po zeszłorocznej zapaści rynek szybko się podniósł, przynosząc w następnych miesiącach solidne zyski.</p>
<p>            Trend jest kontynuowany, dopóki nie pojawią się definitywne oznaki świadczące o jego odwróceniu. Próbując ocenić obecną sytuację pod kątem techniki, oprzeć musimy się na poszukiwaniu potencjalnych formacji odwrócenia i ważnych wsparciach. Zerknijmy na wykresy poszczególnych indeksów.</p>
<p style="TEXT-ALIGN: center"><img class="size-full wp-image-1216   aligncenter" title="250711 - tylko korekta (3)" src="http://blog.ingsecurities.pl/wp-content/uploads/2011/07/250711-tylko-korekta-3.JPG" alt="250711 - tylko korekta (3)" width="604" height="517" /></p>
<p>            Z jednej strony sytuacja nie wygląda najlepiej. Na wszystkich wykresach widoczne są przełamane linie trendów wzrostowych i zarysowane małe formacje odwrócenia w postaci potrójnego (sWIG80) lub podwójnego (WIG i WIG20) szczytu. To przemawia za tym, iż faktycznie mamy do czynienia z poważnym ruchem, ale nie wyklucza, że to jednak tylko niegroźna korekta. Z drugiej strony bowiem struktury te są na tyle niewielkie, że można mieć poważne wątpliwości, co do ich potencjału (minimalny zakres spadków w przypadku sWIG-u został już osiągnięty) i możliwości odwrócenia całego trendu. Poza tym indeksy pozostają cały czas ponad istotnymi, technicznymi wsparciami.</p>
<p>           Opierając się na Teorii Dowa, która dała podwaliny analizie technicznej, przyjmuje się dwa wzorce możliwego odwrócenia trendu wzrostowego:</p>
<p> </p>
<p style="TEXT-ALIGN: center"><img class="size-full wp-image-1217  aligncenter" title="250711 - tylko korekta (4)" src="http://blog.ingsecurities.pl/wp-content/uploads/2011/07/250711-tylko-korekta-4.JPG" alt="250711 - tylko korekta (4)" width="604" height="243" /></p>
<p style="font-size: 9px;">                                               źródło: J. Murphy „Analiza techniczna rynków finansowych”</p>
<p>           Sygnały sprzedaży pojawiają się w momencie przekroczenia poziomów zaznaczonych liniami przerywanymi, przy tym w drugim przypadku (rysunek b) są one mocniejsze. Biorąc pod uwagę skalę ruchów w całym dwuipółrocznym trendzie wzrostowym, podobne wzorce jeszcze się na indeksach GPW nie zarysowały, a w centrum zainteresowania znowu pojawiają się wsparcia oparte na ważnych średnioterminowych dołkach.</p>
<p>            Podsumowując, spadki nie są jeszcze na tyle duże, by nie dać się zamknąć w pojęciu naturalnej korekty. Należy oczywiście liczyć się z tym, że przecena jeszcze się przedłuży i pogłębi, zagrażając długoterminowej tendencji wzrostowej. Trzeba więc trzymać rękę na pulsie.  W tej chwili jest jednak za wcześnie, by mówić o końcu trendu.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.ingsecurities.pl/2011/07/tylko-korekta/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sprzedawać? Nie tak szybko</title>
		<link>http://blog.ingsecurities.pl/2011/05/sprzedawac-nie-tak-szybko/</link>
		<comments>http://blog.ingsecurities.pl/2011/05/sprzedawac-nie-tak-szybko/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 11 May 2011 10:56:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Szmigel</dc:creator>
				<category><![CDATA[Akcje]]></category>
		<category><![CDATA[giełdowa statystyka]]></category>
		<category><![CDATA[trend]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.ingsecurities.pl/?p=1115</guid>
		<description><![CDATA[            Z początkiem maja wkroczyliśmy w półrocze statystycznie słabsze dla rynków akcji. Dokładnie w tym samym momencie światowe indeksy zawróciły, niejako respektując znane giełdowe powiedzenie: “sell in may and go away”. Mit to tylko, czy może jednak rzeczywistość i jesteśmy skazani na spadki? 
            Dokładnie nie wiadomo jakie są przyczyny, ale historia nowojorskiej giełdy wskazuje, iż [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>            Z początkiem maja wkroczyliśmy w półrocze statystycznie słabsze dla rynków akcji. Dokładnie w tym samym momencie światowe indeksy zawróciły, niejako respektując znane giełdowe powiedzenie: “sell in may and go away”. Mit to tylko, czy może jednak rzeczywistość i jesteśmy skazani na spadki? <span id="more-1115"></span></p>
<p>            Dokładnie nie wiadomo jakie są przyczyny, ale historia nowojorskiej giełdy wskazuje, iż hasło to nie wzięło się znikąd i ma twarde uzasadnienie w statystykach. Okres od środka wiosny do jesieni jest tą słabszą połową roku dla amerykańskiego rynku akcji. Indeksy giełdowe rosną wtedy w tempie mniej więcej trzy razy wolniejszym. Ta sezonowość jest zazwyczaj pomijana w kręgach akademickich, przeczy bowiem obowiązującej teorii efektywnego rynku.</p>
<p>            Nie wszyscy jednak traktują to z góry jako nic nie warty zabobon i zjawisko doczekało się już kilku naukowych opracowań. W 2002r. Sven Bouman i Ben Jacobsen na podstawie własnych badań wykazali, iż efekt ten faktycznie wystąpił na 36 z 37 przebadanych przez nich rynków, a w Europie najmocniej odczuwalny był w Wielkiej Brytanii. Według rezultatów tych studiów, sprzedaż akcji na początku maja i odkupienie ich w październiku opłacało się bardziej, niż ich ciągłe przetrzymywanie w portfelu. Przeciętna stopa zwrotu na giełdzie była bowiem niższa od stopy wolnej od ryzyka. Inwestując w bony skarbowe czy obligacje lub przetrzymując pieniądze na koncie, zarobilibyśmy po prostu więcej.</p>
<p>             Ciekawie zobrazował to Jeffrey Hirsch ze „Stock Trader’s Almanac”. Hirsch obliczył mianowicie wyniki strategii polegającej na kupnie akcji 1 listopada (opierając się na „efekcie helloween”, czyli wzroście cen po Dniu Wszystkich Świętych) i sprzedaży 30 kwietnia (uprzedzając niejako zasadę „sell in may”). Inwestując 10 000 USD w 1972r. i konsekwentnie trzymając się założeń przez 37 lat, można było pomnożyć swój kapitał do 160 000 USD! Roczna stopa zwrotu wyniosłaby w takim przypadku 7,4%. Taki wynik zyskuje jeszcze na znaczeniu, jeśli przeciwstawi mu się strategie odwrotną, tzn. kupno akcji 1 maja i sprzedaż 31 października. Inwestując w ten sposób, nie tylko musielibyśmy zapomnieć o wielkich pieniądzach, ale nasz kapitał stopniałby do 7 863 USD.</p>
<p>           My historię mamy dużo uboższą, ale możemy spróbować zerknąć w przeszłość i zobaczyć, jak wiosnę witała GPW. Czy u nas fenomen „sell in may and go away” uzupełniony o „efekt helloween” również występował? Sprawdźmy. Poniżej tabela, która porównuje te dwa okresy roku na warszawskim parkiecie.</p>
<p> </p>
<p style="font-size: 10px;">                                            Wzrost indeksu WIG w poszczególnych latach w kontekście „efektu helloween”</p>
<p style="TEXT-ALIGN: center"><img class="size-full wp-image-1116  aligncenter" title="110511 - effecthelloween" src="http://blog.ingsecurities.pl/wp-content/uploads/2011/05/110511-effecthelloween.JPG" alt="110511 - effecthelloween" width="551" height="596" /></p>
<p>          </p>
<p>         Najciekawszy jest chyba ostatni wiersz, który pokazuje nam, iż statystycznie rzecz ujmując, rzeczywiście częściej udane było półrocze zaczynające się w listopadzie (nazwijmy go dla ułatwienia „chłodnym”). W ciągu dwudziestu lat historii GPW, aż 17 razy kursy akcji wtedy wzrosły (85%), podczas gdy w ciepłym półroczu było to tylko 11 razy (55%). Porównanie średnich stóp zwrotu nie potwierdza wprawdzie przewagi w tym elemencie (16,8% w chłodnym i 18,7% w ciepłym półroczu), ale w niemowlęcym okresie warszawskiej giełdy zdarzały się okresy nienaturalnie szybkich zmian (np. rok 1993), które w tej chwili nie mają szans się powtórzyć, a mogą wypaczyć statystyki. Jeżeli skupimy się na wieku dojrzalszym (umownie możemy przyjąć np. rok 2000 jako datę graniczną), to tutaj chłodne półrocze już przeważa (9,4% do 5,0%).Wydaje się więc, że faktycznie coś może być na rzeczy. Oczywiście nie można do tych wyliczeń podchodzić bezkrytycznie. Zresztą sama statystyka potwierdza, iż w większości przypadków również w ciepłym półroczu można było dobrze zarobić.</p>
<p>          Wielu komentatorów i analityków podkreśla, iż mamy obecnie dobry moment do rozpoczęcia większej korekty. Ceny surowców i akcji na Wall Street rosną systematycznie od wielu miesięcy. W ubiegłym tygodniu mieliśmy ostrzeżenie w postaci lekkiego (na razie) załamania na rynku surowców, w wyniku którego ucierpiały też światowe giełdy akcji. Na wierzch wypływać zaczynają ponownie schowane pod powierzchnią problemy peryferyjnych krajów euro: do grona zasiłkowiczów dołączyła Portugalia, a Grecja zaczyna już straszyć restrukturyzacją długu. Ponadto w czerwcu kończy się program QE2, regularnie dożywiający hossę na rynkach akcji i surowców.</p>
<p>          To wszystko są niewątpliwie elementy ryzyka (tych nigdy jednak nie brakuje), które mogą być uzasadnieniem dla ewentualnej korekty współgrającej z giełdową statystyką i opisanymi efektami. Światowe parkiety wprawdzie w ostatnich tygodniach faktycznie nieco się ugięły, za mało jednak, by zrodzić oznaki głębszej słabości. Trend wzrostowy zobowiązuje i w tej chwili perspektywy jawiące się przed inwestorami pozostają optymistyczne. Nie powinno to oczywiście pozbawiać nas szczególnej czujności a w ocenie sytuacji możemy się wspomóc z AT. Jako punkt odniesienia dla optymizmu przyjąć można strefę rozciągająca się wokół poziomu 2800pkt na WIG20, łączącą w sobie kilka istotny wsparć technicznych. Dopiero rozbicie tej zapory popytowej byłoby poważnym ostrzeżeniem, wzmagającym ryzyko głębszej przeceny i w konsekwencji dużo słabszego, cieplejszego półrocza.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.ingsecurities.pl/2011/05/sprzedawac-nie-tak-szybko/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>14</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ostatnia taka twierdza niedźwiedzi?</title>
		<link>http://blog.ingsecurities.pl/2011/04/ostatnia-taka-twierdza-niedzwiedzi/</link>
		<comments>http://blog.ingsecurities.pl/2011/04/ostatnia-taka-twierdza-niedzwiedzi/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 15 Apr 2011 11:40:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Szmigel</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blog]]></category>
		<category><![CDATA[Analiza techniczna]]></category>
		<category><![CDATA[poziomy fibonacciego]]></category>
		<category><![CDATA[trend]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.ingsecurities.pl/?p=1088</guid>
		<description><![CDATA[           W zeszłym tygodniu WIG20 wspiął się do poziomu 61,8% zniesienia bessy z lat 2007-2009pkt. To potencjalnie silny opór oraz ważne miejsce z punktu widzenia AT i przynajmniej na jakiś czas może przytrzymać zapędy byków. Jego ostateczne pokonanie utrwalić winno zaś ponad dwuletnią hossę    
          61,8% zniesienia poprzedniego ruchu to jeden z najważniejszych poziomów Fibonacciego, opartych [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="TEXT-ALIGN: left">           W zeszłym tygodniu WIG20 wspiął się do poziomu 61,8% zniesienia bessy z lat 2007-2009pkt. To potencjalnie silny opór oraz ważne miejsce z punktu widzenia AT i przynajmniej na jakiś czas może przytrzymać zapędy byków. Jego ostateczne pokonanie utrwalić winno zaś ponad dwuletnią hossę<span id="more-1088"></span>    </p>
<p style="TEXT-ALIGN: left">          61,8% zniesienia poprzedniego ruchu to jeden z najważniejszych poziomów Fibonacciego, opartych na zasadzie złotej proporcji (czy też złotego podziału). W teorii analizy technicznej w tym miejscu często zwykł objawiać się ważny opór lub wsparcie (w zależności od kierunku ruchu cen). W zeszłym tygodniu indeks największych spółek GPW dotarł właśnie do tego newralgicznego miejsca.</p>
<p style="TEXT-ALIGN: left">         Jak wiadomo, nie ma narzędzi doskonałych. Tak samo jest w przypadku technik Fibonacciego. Czasami poziomy zniesień spisują się niemalże podręcznikowo, innym razem natomiast rynek kompletnie nie zwraca na nie uwagi. Na pewno jednak funkcjonują one w umyśle wielu inwestorów giełdowych, co „samo przez się” może powodować ich skuteczność. Jeśli bowiem duża część uczestników rynku będzie się spodziewać w danym miejscu momentu zwrotnego, swoimi działaniami może się takiemu rozwojowi sytuacji przynajmniej w pewnym stopniu przysłużyć.</p>
<p style="TEXT-ALIGN: left">          Zauważmy, iż najgłębsza dotychczas korekta w narodzonym na początku 2009r. trendzie wzrostowym (kwiecień-lipiec 2010r.), zaczęła się dokładnie na wysokości 50% zniesienia bessy (ok. 2600pkt.), a to również istotny poziom Fibonacciego. WIG20 stracił wtedy 335pkt., czyli 12,85% wartości. Opór przełamany został dopiero blisko pół roku później i po tym zdarzeniu, zgodnie zresztą z zasadą zamiany biegunów, poziom zniesienia pełnić zaczął rolę ważnego wsparcia. Kilkakrotnie testowany, za każdym razem skutecznie podtrzymywał słabnący rynek.</p>
<p style="TEXT-ALIGN: center"><img class="aligncenter size-full wp-image-1087" title="WIG20 - 150411" src="http://blog.ingsecurities.pl/wp-content/uploads/2011/04/WIG20-150411.JPG" alt="WIG20 - 150411" width="632" height="527" /></p>
<p style="TEXT-ALIGN: left">            Teraz znajdujemy się przy kolejnym istotnym poziomie zniesienia. Jak będzie tym razem? Zachowanie indeksu w trakcie ostatnich sesji nie rozjaśniło bynajmniej tej kwestii, ale w spornym rejonie faktycznie pojawiła się podaż i indeks przystanął, co zdaje się przemawiać za realnym oporem. Na obecnych wysokościach leży też formacja trójkąta ukształtowana na początku 2008r. (oznaczona na wykresie czerwonymi liniami), oraz przebiega linia oporu łącząca poprzednie szczyty obecnego trendu wzrostowego. To dodatkowo wzmacnia  potencjalną siłę przeszkody. Jak dotąd rynek cofnął się tylko nieznacznie, niejako szykując siły na decydujący pojedynek. Najbliższe sesje powinny odsłonić nieco rąbka tajemnicy, a wynik potyczki wpłynie na obraz techniczny rynku. Ponieważ poziom 61,8% często zwykł kończyć korekty poprzednich ruchów, jego ewentualne pokonanie przemawiać będzie za tym, iż od dwóch lat faktycznie mamy do czynienia z nową hossą, a nie tylko odreagowaniem poprzedniej bessy.</p>
<p style="TEXT-ALIGN: left">          Za bykami i pozytywnym rozstrzygnięciem przemawia kilka faktów. Trend wzrostowy na GPW ma się dobrze, czego dowodem jest niedawne wybicie górą z pięciomiesięcznej konsolidacji widocznej po prawej stronie wykresu. Potencjał sygnału kupna, jaki wtedy się pojawił, sięga wysoko ponad obecne poziomy. Optymistom sprzyja też otoczenie. Indeksy zachodnie w większości uporały się już z 61,8% zniesieniem, choć dla niektórych stanowiło to poważny problem, co pokazują wykresy poniżej. Teraz zbliżają się już do szczytów z 2007r. Prawdopodobne wydaje się więc, iż po chwilowym przestoju lub nawet większym cofnięciu cen i nasz rynek obierze tę samą drogę.</p>
<p style="TEXT-ALIGN: center"><img class="size-full wp-image-1089  aligncenter" title="S&amp;P - 150411" src="http://blog.ingsecurities.pl/wp-content/uploads/2011/04/SP-150411.JPG" alt="S&amp;P - 150411" width="566" height="430" /></p>
<p style="TEXT-ALIGN: center"> </p>
<p style="TEXT-ALIGN: center"><img class="size-full wp-image-1090  aligncenter" title="DJI - 150411" src="http://blog.ingsecurities.pl/wp-content/uploads/2011/04/DJI-150411.JPG" alt="DJI - 150411" width="566" height="430" /></p>
<p style="TEXT-ALIGN: center"> </p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1091" title="DAX - 150411" src="http://blog.ingsecurities.pl/wp-content/uploads/2011/04/DAX-150411.JPG" alt="DAX - 150411" width="566" height="430" /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.ingsecurities.pl/2011/04/ostatnia-taka-twierdza-niedzwiedzi/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kontrariańskie ostrzeżenie</title>
		<link>http://blog.ingsecurities.pl/2010/11/kontrarianskie-ostrzezenie/</link>
		<comments>http://blog.ingsecurities.pl/2010/11/kontrarianskie-ostrzezenie/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 18 Nov 2010 08:18:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Szmigel</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blog]]></category>
		<category><![CDATA[prognozy giełdowe]]></category>
		<category><![CDATA[Psychologia]]></category>
		<category><![CDATA[trend]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.ingsecurities.pl/?p=765</guid>
		<description><![CDATA[           Optymizm sięga zenitu. Większość amerykańskich inwestorów wierzy w kontynuację dobrej passy na Wall Street. Wbrew pozorom taka informacja może zwiastować początek czegoś zupełnie przeciwnego, czyli korekty na rynkach akcji. 
            Amerykańskie Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych (AAII) co tydzień publikuje wyniki ankiety badającej nastawienie inwestorów do rynku. Ostatnie ukazały się 11 listopada i pokazały optymizm niespotykany od [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>           Optymizm sięga zenitu. Większość amerykańskich inwestorów wierzy w kontynuację dobrej passy na Wall Street. Wbrew pozorom taka informacja może zwiastować początek czegoś zupełnie przeciwnego, czyli korekty na rynkach akcji. <span id="more-765"></span></p>
<p>            Amerykańskie Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych (AAII) co tydzień publikuje wyniki ankiety badającej nastawienie inwestorów do rynku. Ostatnie ukazały się 11 listopada i pokazały optymizm niespotykany od początku 2007r., czy czasu poprzedzającego formowanie się szczytu poprzedniej hossy. Według najnowszych danych blisko 58% ankietowanych wierzy w dalszą wspinaczkę cen, pesymistów jest ponad dwa razy mniej, neutralne stanowisko zajęło 14% przebadanych.</p>
<p>            Przesadny optymizm nie jest jednak dobrym zwiastunem. Dlaczego? W tym momencie zahaczamy już o rynkową psychologię i grę wbrew opinii większości, czyli tzw. podejście kontrariańskie. Otóż na rynkach finansowych większość bardzo często nie ma racji. Ma to swoje logiczne uzasadnienie. Na początku ruchu cenowego tylko garstka nielicznych, lepiej poinformowanych, bardziej doświadczonych, czy tez wprawniejszych inwestorów wierzy, iż przerodzi się on w trwalszą tendencję. Gdy rynek uporczywie podążą jednak w obranym kierunku, do grupy tej dołączają kolejni, wzmacniając, kreując i napędzając w ten sposób sam trend. Pod koniec wątpiących jest już najmniej, często wtedy pojawia się euforia bądź panika, w zależności od kierunku ruchu. Z kolei ci, którzy byli pierwsi, zaczynają w tym momencie z rynku wychodzić, realizując pokaźne zyski. Obroty sięgają wysokich wartości i tak właśnie kształtują się momenty zwrotne, szczyty bądź też dołki trendów.</p>
<p>           W tej chwili lwia część inwestorów przekonanych jest, że rynek będzie nadal rosnąć. Prawdopodobnie zatem wcześniej zajęli już pozycje, nakupili akcji i obserwują powiększające się zyski, bądź czekają, aż te dopiero się pojawią. Skoro jednak większość już zainwestowała, brakować zaczyna tych, którzy dopiero teraz będą kupować i dźwigać ceny jeszcze wyżej. Stan ten zbiegł się w czasie z sygnalizowanym przez oscylatory wykupieniem rynku. W teorii analizy technicznej takie sytuacje wydatnie zwiększają ryzyko wystąpienia punktów zwrotnych na giełdzie. Zaleca się wtedy uważne obserwowanie wskaźnika nastrojów, czekając na sięgnięcie poziomu szczytowego i odwrócenie tendencji, tj. spadek liczby zadeklarowanych optymistów.</p>
<p>           W tej chwili wskaźnik wysyła ostrzeżenie, iż przynajmniejlokalny szczyt notowań może być blisko lub nawet już go kształtujemy. Taki rozwój sytuacji znalazłby też swoje uzasadnienie w czynnikach fundamentalnych. Ostatnimi czasy pojawiły się zagrożenia wskazywane często jako przysłowiowy kamyk mogący zapoczątkować lawinę korekty i zjazd ze szczytu. Powracają problemy peryferyjnych krajów euro na czele z uginającą się pod ciężarem długu Irlandią, straszy rozgrzana chińska gospodarka z narastająca presją inflacyjną i perspektywą dalszego podnoszenia stóp procentowych.</p>
<p>            Historia potwierdza, iż strategia kontrariańskiego inwestowania w przeszłości sprawdzała się dość dobrze. Spójrzmy na zamieszczone poniżej wykresy. Pierwszy z nich pokazuje procent zadeklarowanych byków w ankietach przeprowadzanych przez AAII (czerwona linia jest 8-tygodniową średnią kroczącą z wartości wskaźnika), niższy notowania amerykańskiej średniej przemysłowej DJIA od początku 2007r. do dzisiaj.</p>
<p style="TEXT-ALIGN: left; FONT-SIZE: 10px">Procent inwestorów deklarujących wiarę w gieldowe wzrosty w ankietach AAII <img class="aligncenter size-full wp-image-766" title="181110 - optymizm" src="http://blog.ingsecurities.pl/wp-content/uploads/2010/11/181110-optymizm.JPG" alt="181110 - optymizm" width="736" height="557" /></p>
<p style="font-size: 9px;">źródło: opracowanie własne na podstawie danych AAII</p>
<p style="TEXT-ALIGN: center">                 <img class="aligncenter size-full wp-image-767" title="181110 - optymizm (2)" src="http://blog.ingsecurities.pl/wp-content/uploads/2010/11/181110-optymizm-2.JPG" alt="181110 - optymizm (2)" width="710" height="520" /></p>
<p>           Poprzednio tak wielu optymistów było w pierwszych miesiącach 2007r. Nie był to wprawdzie definitywny finał wzrostów, ale sygnalizował początek kształtowania formacji szczytowej. Jak to przy końcu hossy często bywa, euforia była na tyle duża, iż wystarczyło jej do tego, by rynek podskoczył jeszcze dwa razy. Po wyznaczeniu maksimum 5-letniej zwyżki (również przy wysokim poziomie optymizmu), ostatecznie zawrócił już w dół wykresu. Później skrajne postawy inwestorów niemal dokładnie pokrywały się z osiąganiem przez średnią DJIA istotnych punktów zwrotnych. Tak było np. w lutym oraz maju 2008r. i przede wszystkim przy dnie bessy, na początku 2009r. W tedy sytuacja była dokładnie odwrotna do obecnej: poziom optymizmu spadł w okolice 20%, niedźwiedzią postawę deklarowało zaś około połowy inwestorów. Od tego momentu giełda nierównym i poprzecinanym korektami rytmem, ale jednak wytrwale i uparcie wspina się w górę, podobnie jak wskaźnik nastrojów. Teraz oddaje on bardzo duży optymizm, ostrzegając tym samym, że nadchodzi czas próby przynajmniej dla ostatniej fali wzrostów.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.ingsecurities.pl/2010/11/kontrarianskie-ostrzezenie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wycisnąć trend</title>
		<link>http://blog.ingsecurities.pl/2010/08/wycisnac-trend/</link>
		<comments>http://blog.ingsecurities.pl/2010/08/wycisnac-trend/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 26 Aug 2010 07:06:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Szmigel</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blog]]></category>
		<category><![CDATA[Kontrakty]]></category>
		<category><![CDATA[rynek terminowy]]></category>
		<category><![CDATA[spekulacja]]></category>
		<category><![CDATA[trend]]></category>
		<category><![CDATA[zarządzanie wielkością pozycji]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.ingsecurities.pl/?p=591</guid>
		<description><![CDATA[             Na sukces na giełdzie składa się wiele czynników: system transakcyjny, linie obrony, konsekwencja, dyscyplina, zarządzanie kapitałem, panowanie nad emocjami itp. Złożenie tej układanki w sprawną i działającą bez zgrzytów maszynę nie jest proste. Jednym z niedocenianych jej elementów jest umiejętne budowanie zaangażowania w rynku. Tak, aby wraz z dojrzewaniem trendu zyski rosły coraz szybciej. Skuteczne [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>             Na sukces na giełdzie składa się wiele czynników: system transakcyjny, linie obrony, konsekwencja, dyscyplina, zarządzanie kapitałem, panowanie nad emocjami itp. Złożenie tej układanki w sprawną i działającą bez zgrzytów maszynę nie jest proste. Jednym z niedocenianych jej elementów jest umiejętne budowanie zaangażowania w rynku. Tak, aby wraz z dojrzewaniem trendu zyski rosły coraz szybciej. Skuteczne zarządzanie wielkością pozycji da szansę wyciśniecia z rynku jak najwięcej.</p>
<p><span id="more-591"></span></p>
<p>            Rynek terminowy łatwy na pewno nie jest. Nagłe zwroty, szybkość zdarzeń, gwałtowny przyrost zysków bądź strat to tutaj chleb powszedni, który obciąża psychikę dużo bardziej niż inwestowanie w akcje. Wiedzą o tym wszyscy, którzy choć raz próbowali swoich sił na rynkach „wzbogaconych” dźwignią finansową. Fałszywe sygnały i nieudane transakcje trafiają się tutaj seriami. Często, gdy już nasz system zadziała i okaże się, że mieliśmy rację i dobrze przewidzieliśmy przyszły kierunek, to rynek przekornie potrafi się jeszcze cofnąć dokładnie tyle, żeby wyrzucić nas na linii obrony.</p>
<p>            Wśród zamętu sprzecznych ruchów i gąszczy sygnałów trafiają się jednak i prawdziwe perełki, kiedy w odpowiednim momencie wskoczymy do pociągu pod przyjemną nazwą „trend”. To wymarzona sytuacja szczególnie, gdy kurs konsekwentnie podąża w obranym kierunku przez dłuższy czas. Wtedy zyski rosną, ciesząc i gojąc poranione wcześniejszymi stratami serce tradera. Oczywiście, jak to często bywa, w takiej sytuacji największego wroga napotykamy w samym sobie, kiedy przychodzi nam wybierać pomiędzy przysłowiowym wróblem w garści i gołębiem na dachu. Czasami błędnie obstawiamy opcję pierwszą i wysiadamy na najbliższej stacji, obserwując z żalem jak pociąg się rozpędza i znika za horyzontem. Niby wiemy, że powinniśmy postępować jak zimna i pozbawiona uczuć maszyna, konsekwentnie trzymając się obranej strategii, jednak często emocje biorą górę. Tymczasem taki uparty giełdowy ciąg warto wykorzystać i wyrwać trendowi jak najwięcej.</p>
<p>            I tu może pomóc nam strategia zarządzania wielkością pozycji, czyli takie dobranie ilości kontraktów, by maksymalizować potencjalne zyski, ograniczając równocześnie nieuniknione straty. Od zbytnich obsunięć kapitału bronić powinna nas zasada ograniczenia ryzyka w jednej transakcji. W literaturze przyjmuje się, iż jednorazowo nie powinno się  ryzykować więcej, niż kilka procent posiadanego kapitału. Najczęściej zaleca się 1 czy 2%, niektórzy praktycy ryzykują nawet do 5%. Większe liczby spotyka się rzadko, traktowane są bowiem jako rynkowe samobójstwo. Seria nietrafionych transakcji może nam bowiem skutecznie wybić z głowy rynki terminowe.</p>
<p>            Dzisiaj będzie jednak o rzeczach przyjemniejszych, czyli o maksymalizacji zysków. Kiedy trafimy już w silny trend, wraz z jego rozwojem można się pokusić o zwiększanie zaangażowania w rynku, wykorzystując w ten sposób m.in. już zarobione pieniądze. Opracowanie konkretnego indywidualnego modelu jak tego dokonywać zależy od kapitału, psychiki i preferencji każdego gracza. Teoria podpowiada nam jednak pewne rozwiązania. Do najprostszych, a zarazem najpopularniejszych należą:</p>
<p>-         powiększanie pozycji o stałą liczbę kontraktów (np. 3+3+3)</p>
<p>-         piramida (w różnych wariantach):</p>
<p>a)      za każdym razem dokupujemy dwukrotnie mniejszą liczbę kontraktów (np. 4+2+1);</p>
<p>b)      dokupujemy ilość kontraktów stanowiącą połowę już otwartych pozycji (np. 4+2+3);</p>
<p>-         odwrócona piramida (kupno dwukrotnie większej liczby kontraktów po każdym kolejnym sygnale, np. (1+2+4).</p>
<p>             Sprawdźmy jak strategie te sprawdzałyby się w praktyce podczas wakacyjnego trendu wzrostowego. Sam system oraz momenty wejścia i wyjścia z rynku są kwestią umowną i to nie one są w tym przykładzie istotne. Chodzi głównie o porównanie ruchów kapitału. Dlatego też wskazane zostały dwa alternatywne momenty wyjścia z rynku. Dzięki temu możemy zobaczyć jak szybko w poszczególnych strategiach topnieją zyski.</p>
<p>            Za sygnały transakcyjne przyjmiemy wybicia z technicznych formacji i ponad maksima wyznaczające początki ruchów korekcyjnych. Graficznie przedstawia je poniższy wykres. Od początku lipca wystąpiło w sumie pięć sygnałów (zaznaczone na wykresie strzałkami). Trzy pierwsze inicjowały kupno kontraktów, ostatnie dwa sugerowały zamknięcie wszystkich pozycji. Przy transakcjach kupna uwzględniamy 10pkt. poślizg cenowy, który jest też naszym filtrem fałszywych sygnałów. Wyjście z rynku następowało zaś po cenie zamknięcia. Owe sygnały to kolejno:</p>
<p style="TEXT-ALIGN: center"><img class="size-full wp-image-593 aligncenter" title="260810 - szp (wykres)" src="http://blog.ingsecurities.pl/wp-content/uploads/2010/08/260810-szp-wykres.JPG" alt="260810 - szp (wykres)" width="716" height="559" /></p>
<p> </p>
<p>1.      Przełamanie linii szyi formacji odwróconej głowy i ramion z 12 lipca, sygnał kupna na MACD (poziom sygnału: 2360pkt., kupno na 2370pkt.);</p>
<p>2.      Zakończenie korekty i wybicie ponad dotychczasowe maksima trendu z 20 lipca (sygnał na 2426pkt. kupno na 2436pkt.);</p>
<p>3.      Wyjście ponad lokalny szczyt oznaczający koniec drugiej korekty. 2 sierpnia (sygnał; 2514pkt., kupno na 2524pkt.).</p>
<p>4.      Pierwszy, słaby jeszcze sygnał sprzedaży. Wysłany, gdy rynek wybija się z konsolidacji przy szczycie trendu i schodzi poniżej maksimów drugiej z korekt. 10 sierpnia. Wyjście z rynku po cenie zamknięcia (2504pkt.).</p>
<p>5.      19 sierpnia. Zamknięcie poniżej wsparcia przy ostatnim lokalnym dołku. Wcześniej przełamana została linia trendu wzrostowego, mocny sygnał sprzedaży potwierdzony przez MACD. Likwidacja wszystkich długich pozycji. Zdecydowana ucieczka z rynku na zamknięciu (2454pkt.).</p>
<p> </p>
<p>           Teraz przyjrzyjmy się poniższej tabeli, która opisuje wyniki na poszczególnych strategiach i na tym przykładzie spróbujmy wyciągnąć jakieś ogólniejsze wnioski (ilości otwieranych kontraktów zostały dobrane tak, aby pod koniec trendu zaangażowanie w rynku było zbliżone).</p>
<p> <img class="aligncenter size-full wp-image-594" title="260810 - szp" src="http://blog.ingsecurities.pl/wp-content/uploads/2010/08/260810-szp.JPG" alt="260810 - szp" width="529" height="571" /></p>
<p>            Najprostsza jest oczywiście strategia przedstawiona jako pierwsza. Poziom ryzyka mierzony potencjalnym maksymalnym obsunięciem kapitału zależy od wielkości otwieranej pozycji i przyjętej linii obrony. Parametry te można dowolnie zmieniać, dostosowując do naszych preferencji. Ponieważ po każdym sygnale dokładamy taką samą liczbę kontraktów, wraz z posuwaniem się trendu nasze zaangażowanie i zyski rosną coraz szybciej. Niestety, gdy rynek zawróci obraca się to przeciwko nam, a uzbierany kapitał równie szybko topnieje. Stąd w tej strategii istotne jest właściwe wyznaczanie linii obrony przy otwieraniu kolejnych pozycji. Można np. przyjąć taką zasadę, iż zyskowna do tej pory transakcja nie może zakończyć się stratą.</p>
<p>             Druga opcja to piramida polegająca na otwieraniu po każdym kolejnym sygnale o połowę mniejszej liczby kontraktów. Tutaj potrzebny jest spory kapitał, gdyż najwięcej pozycji otwieramy na początku trendu, wtedy też ponosimy największe ryzyko błędnego sygnału. Później stosunek pozycji zarabiających do nowo otwieranych wzrasta, stąd wraz z rozwojem trendu niebezpieczeństwo jest coraz mniejsze, a po zwrocie początkowo tracimy najmniej. Ceną za to jest słabnąca dynamika zysków.</p>
<p>            Tego problemu nie ma w przypadku drugiej wersji piramidy, gdzie liczba nowych pozycji jest połową już posiadanych. W tym przypadku początek jest podobny, gdyż ryzykujemy stosunkowo dużo. Czym trend trwalszy, tym nasze bezpieczeństwo rośnie, a ponieważ wzrasta też ilość nowo otwierancych kontraktów, zyski rosną coraz szybciej. Nie ma jednak nic za darmo. Po zwrocie tempo narastania strat jest stosunkowo duże.</p>
<p>            Pod tym względem rekordzistką jest jednak strategia ostatnia, czyli tzw. odwrócona piramida. Jej zaletą jest przede wszystkim niskie ryzyko przy wejściu na rynek, zaczynamy bowiem z minimalną liczbą kontraktów. Tutaj niebezpieczeństwo wzrasta wraz z rozwojem trendu. Przy kolejnych sygnałach kupna otwieramy bowiem coraz większą liczbę pozycji, co powoduje szybką dynamikę zysków, ale i największe straty, kiedy rynek zawraca. Każdy trend zaś kiedyś się kończy. W tym przypadku linia obrony powinna być szczególnie ciasna, aby udana transakcja nie przerodziła się w klęskę.</p>
<p>            Przedstawione przykłady, to oczywiście strategie modelowe. Każdy z graczy może je dowolnie mieszać i modyfikować dostosowując do swoich potrzeb, preferencji oraz oceny sytuacji rynkowej. Jeśli w końcu rynek rozwinie się w trwalszy trend, dzięki odpowiedniemu zarządzaniu wielkością pozycji możemy wyrwać rynkowi jak najwięcej punktów.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.ingsecurities.pl/2010/08/wycisnac-trend/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Początek czy koniec korekty?</title>
		<link>http://blog.ingsecurities.pl/2010/02/poczatek-czy-koniec-korekty/</link>
		<comments>http://blog.ingsecurities.pl/2010/02/poczatek-czy-koniec-korekty/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 24 Feb 2010 11:42:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Szmigel</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blog]]></category>
		<category><![CDATA[giełda]]></category>
		<category><![CDATA[Kryzys]]></category>
		<category><![CDATA[prognozy giełdowe]]></category>
		<category><![CDATA[trend]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.ingsecurities.pl/?p=253</guid>
		<description><![CDATA[              Jako fundament spadków na światowych parkietach podawany jest lęk o wypłacalność zamęczonych kryzysem państw oraz zbyt wolno, jak na oczekiwania rynków finansowych, zdrowiejące gospodarki. Spory o to, czy zeszłoroczny trend na rynkach finansowych był pierwszym etapem długoletniej hossy, czy zaledwie przerwą we wciąż trwającej bessie odżyły na nowo. Spójrzmy, co o obecnej sytuacji ma [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>              Jako fundament spadków na światowych parkietach podawany jest lęk o wypłacalność zamęczonych kryzysem państw oraz zbyt wolno, jak na oczekiwania rynków finansowych, zdrowiejące gospodarki. Spory o to, czy zeszłoroczny trend na rynkach finansowych był pierwszym etapem długoletniej hossy, czy zaledwie przerwą we wciąż trwającej bessie odżyły na nowo. Spójrzmy, co o obecnej sytuacji ma nam do powiedzenia technika.</p>
<p> <span id="more-253"></span></p>
<p>             Obecna korekta zaskoczeniem nie jest, wszak wyczekiwana była już od dawna. O jej zbliżaniu dużo wcześniej ostrzegały liczne techniczne sygnały. Obserwując wykres DJIA (pod tekstem), nietrudno dostrzec, iż cała druga fala wzrostów, ta po czerwcowo-lipcowym załamaniu, odbywała przy alarmującej negatywnej dywergencji na oscylatorach impetu (widoczna w oknie pod wykresem średniej). Końcowej fazie wspinaczki ”po ścianie strachu” towarzyszyły również niskie i gasnące obroty.</p>
<p>              Wyraźnie widać też, iż styczniowy szczyt nie wypadł bynajmniej w miejscu przypadkowym. Zapoczątkowane w zeszłym roku wzrosty zatrzymały się przy linii łączącej szczyty z 2007r i 2008r. (linia trendu wytyczona została w skali logarytmicznej). Średnia przemysłowa wyraźnie odbiła się od tej bariery rozpoczynając korektę 11-miesięcznych zwyżek. Ujmując rzecz czysto technicznie można więc zaryzykować twierdzenie, iż długoterminowa tendencja spadkowa nie została jeszcze złamana i nadal obowiązuje. W tej chwili odejście od oporu nie jest duże, a rynek ponownie wspina się do góry. Dopóki jednak nie znajdzie się wyraźnie ponad sporną linią, lęk przed przeceną znacznie większą od obecnej jest jak najbardziej uzasadniony.</p>
<p>              Część ekonomistów nieustannie ostrzega o drugim dnie recesji, obawy te zyskały ostatnio wsparcie w pojawiających się kłopotach z wypłacalnością poszczególnych państw. Takiego rozwoju sytuacji, łącznie z wyznaczeniem podwójnego dna, a nawet jego pogłębieniem (wtedy zeszłoroczne wzrosty okazałyby się tylko korektą trwającej bessy, tzw. bear rally), technika nadal nie wyklucza także na wykresach giełdowych indeksów. Tym bardziej, iż w tej chwili zwyżkę trudno podzielić na pięć podfal koniecznych to pełnego ukształtowania impulsu, znacznie łatwiej natomiast doliczyć się trzech, co jest cechą charakterystyczną dla fal korygujących (pozytywna wizja rynku może opierać się na tym, iż jesteśmy właśnie w fali czwartej). Ponadto cały zeszłoroczny ruch wzrostowy układa się w złowieszczą formację zwyżkującego klina. Struktura ta jest zapowiedzią spadków dynamicznych i głębokich, które zatrzymać może jedynie mocne wsparcie lub dopiero podstawa całej formacji. Średnioterminowych wsparć na wykresie DJIA wytypować można wiele, wyznaczają je kolejne dna rysowanie w trakcie drugiej części wzrostowego ruchu. Najsilniejszą popytową barierę stanowi jednak obszar pomiędzy 8500-9000pkt. Tutaj swój kres znalazła pierwsza fala zeszłorocznych wzrostów, tędy przebiega też obecnie linia szyi (zielona prosta) odwróconej formacji głowy i ramion (litery RGR), która stanowiła techniczny sygnał rozpoczęcia trendu wzrostowego. Jeśli najczarniejszy scenariusz się rozwinie, te właśnie wysokości powinny być silną popytowa barierą, która bronić będzie tezy o początkach hossy. Zejście rynku poniżej linii szyi zaneguje całą formację i byłoby bardzo złym prognostykiem giełdowej przyszłości. Podwójne dno stanie się wtedy jak najbardziej realne.</p>
<p style="TEXT-ALIGN: center"><img class="size-full wp-image-254 aligncenter" title="24.02.10" src="http://blog.ingsecurities.pl/wp-content/uploads/2010/02/24.02.10.JPG" alt="24.02.10" width="636" height="484" /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.ingsecurities.pl/2010/02/poczatek-czy-koniec-korekty/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dywagacje luźne i niezobowiązujące, o obecnej sytuacji traktujące</title>
		<link>http://blog.ingsecurities.pl/2010/02/dywagacje-luzne-i-niezobowiazujace-o-obecnej-sytuacji-traktujace/</link>
		<comments>http://blog.ingsecurities.pl/2010/02/dywagacje-luzne-i-niezobowiazujace-o-obecnej-sytuacji-traktujace/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 12 Feb 2010 07:40:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Szmigel</dc:creator>
				<category><![CDATA[Akcje]]></category>
		<category><![CDATA[trend]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.ingsecurities.pl/?p=225</guid>
		<description><![CDATA[              Pod koniec stycznia na rynki finansowe zawitała wreszcie długo wyczekiwana korekta zeszłorocznych wzrostów. Wyczekiwana nie ze zniecierpliwieniem, lecz z obawą. Dwa potężne ciosy, którymi podaż uderzyła w parkiet w pierwszym tygodniu lutego poważnie zachwiały dobrym samopoczuciem posiadaczy akcji. Są też pretekstem do ponownych rozważań nad stylem wychodzenia rynków z globalnego kryzysu.
 
            Kiedy na światowych [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>              Pod koniec stycznia na rynki finansowe zawitała wreszcie długo wyczekiwana korekta zeszłorocznych wzrostów. Wyczekiwana nie ze zniecierpliwieniem, lecz z obawą. Dwa potężne ciosy, którymi podaż uderzyła w parkiet w pierwszym tygodniu lutego poważnie zachwiały dobrym samopoczuciem posiadaczy akcji. Są też pretekstem do ponownych rozważań nad stylem wychodzenia rynków z globalnego kryzysu.</p>
<p> <span id="more-225"></span></p>
<p>            Kiedy na światowych rynkach szalała bessa, a ceny ostro pikowały w dół pojawiać się poczęły spekulacje o kształcie, mającego uformować się w przyszłości, dna. Przeważały wtedy trzeźwe opinie, iż gospodarka odżywać będzie powoli, równie długo formowane będzie dno bessy na rynkach finansowych, np. przyjmując kształt litery W. Tymczasem w lutym w zeszłym roku giełdy zawróciły ostro, nagle i niespodziewanie. Ceny zaczęły systematycznie rosnąć, mimo wciąż szalejącej recesji.</p>
<p>              Okazało się, nie pierwszy raz zresztą, iż giełda wyprzedza rzeczywistość, próbując antycypować przyszłą sytuację gospodarczą. Akcje mogą sobie dobrze radzić nawet  w słabym otoczeniu gospodarczym, pod warunkiem, że oczekują silnej poprawy w przyszłości. Takie nadzieje były i inwestorzy próbując wyprzedzić realne trendy w gospodarce, podnosili rynkowe wyceny spółek. Wraz z coraz wyższymi poziomami cichły głosy o mozolnym wychodzeniu z zapaści, a tu i ówdzie coraz wyraźniej dało się słyszeć radosne okrzyki o kilkunastoletnim nawet okresie rynkowego prosperity. Litera W przestała istnieć, a alfabet kończył się przy V. Do czasu. Czarne chmury zasłoniły giełdowe niebo ponownie, a napłynęły wraz z informacjami o budżetowych kłopotach peryferyjnych państw strefy Euro. Grecja, Hiszpania i Porugalia nie są pierwszymi krajami, których dotknął ten problem, wcześniej były przecież Islandia i Łotwa. Choroba jest więc zaraźliwa i może się rozprzestrzenić. Zawirowania budżetowe w przyszłości dosięgnąć mogą też takie gospodarcze tuzy, jak Wielka Brytania, a nawet nietykalne dotąd USA (groźba obniżenia ratingu amerykańskich obligacji).</p>
<p>            Równocześnie powróciła wizja wystąpienia drugiego dna kryzysu. To bowiem, czego rynki akcji potrzebują teraz najbardziej, to dowody, iż wzrost gospodarczy się utrzyma. Tymczasem przesadnie rozdmuchane przez programy pomocowe deficyty mogą nie być już w stanie dźwigać ciężaru dalszego wspierania i stymulowania gospodarek oraz ratowania prywatnych firm. W zamian za zaangażowanie w łagodzenie skutków kryzysu część ryzyka z sektora prywatnego przerzucona została na coraz bardziej obciążone zadłużeniem budżety państwowe. Teraz społeczeństwa będą musiały uporać się z kosztami socjalizmu na skalę wcześniej niespotykaną. Wiecznie na kredyt żyć się nie da. Obecne przesilenie miało swoje głębokie źródła w nadmiernym zadłużeniu osób prywatnych, jaka więc skalę osiągnąć może krach, gdy regulować swoich należności nie będą w stanie całe społeczeństwa? Bieżący rok upłynąć może zatem w cieniu zagrożenia niewypłacalności całych państw. Jeżeli dołożymy do tego, iż wolniej od wcześniejszych założeń poprawia się stan światowej gospodarki (niepokoi szczególnie wciąż słaba kondycja amerykańskiego rynku pracy), to nerwowa reakcja giełd nie wydaje się być taka przesadzona. W tej chwili wizja ta wydaje się dość kasandryczna i oby taką pozostała. Zagrożenie jednakże jest realne i w przypadku choć częściowej realizacji negatywnego scenariusza podwójne dno na wykresach giełdowych indeksów może okazać się nie najgorszym rozwiązaniem.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.ingsecurities.pl/2010/02/dywagacje-luzne-i-niezobowiazujace-o-obecnej-sytuacji-traktujace/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Przenoszony dolar, czyli niebezpieczny „carry trade”</title>
		<link>http://blog.ingsecurities.pl/2010/02/przenoszony-dolar-czyli-niebezpieczny-%e2%80%9ecarry-trade%e2%80%9d/</link>
		<comments>http://blog.ingsecurities.pl/2010/02/przenoszony-dolar-czyli-niebezpieczny-%e2%80%9ecarry-trade%e2%80%9d/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 03 Feb 2010 11:28:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Szmigel</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blog]]></category>
		<category><![CDATA[trend]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.ingsecurities.pl/?p=199</guid>
		<description><![CDATA[             Wśród wielu niebezpieczeństw mogących pogłębić zadyszkę światowych giełd, wymieniany jest dolarowy carry trade. Dzięki bliskim zera stopom, amerykańska waluta stała się bowiem źródłem taniego kapitału, który lokowany jest w krajach z pieniądzem lepiej oprocentowanym. Wzrost wartości zielonego zaburza ten idealny dla spekulantów układ, co czkawką odbić się może na rynkach finansowych.      
 
            Mechanizm działania carry trade jest [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>             Wśród wielu niebezpieczeństw mogących pogłębić zadyszkę światowych giełd, wymieniany jest dolarowy <em>carry trade.</em> Dzięki bliskim zera stopom, amerykańska waluta stała się bowiem źródłem taniego kapitału, który lokowany jest w krajach z pieniądzem lepiej oprocentowanym. Wzrost wartości zielonego zaburza ten idealny dla spekulantów układ, co czkawką odbić się może na rynkach finansowych.      </p>
<p><span id="more-199"></span> </p>
<p>            Mechanizm działania <em>carry trade</em> jest prosty. Wyobraźmy sobie dwa kraje o znacznie różnych poziomach stóp procentowych. W jednym zaciągamy niskooprocentowany kredyt, który inwestujemy w aktywa kraju o wyższej stopie procentowej, tym samym wyższej stopie zwrotu z inwestycji. Różnica w poziomie stóp jest naszym głównym zyskiem. Proste. Oczywiście nie ma zysku bez ryzyka i <em>carry trade</em> bynajmniej nie jest wyjątkiem. Najistotniejsze w takich transakcjach jest ryzyko walutowe (stosunkowo nieduża zmiana kursu pary walutowej może obrócić zysk w dotkliwą stratę) oraz ryzyko stopy procentowej (zmiana relacji w oprocentowaniu obu walut wpływa na wynik operacji).</p>
<p>            Przez dwie dekady głównym źródłem taniego kapitału dla <em>carry trade</em> był japoński jen, który oprocentowany był niezmiennie nisko. Skutkiem ostatniego kryzysu jest zalanie świata strumieniem taniego pieniądza w różnych barwach, w czym przoduje właśnie dolar. Aktualnie 3-miesięczne stopy LIBOR najniższe są właśnie dla USD i wynoszą 0,25%. „Zielony” stał się zatem źródłem taniego kapitału, który lokować można w aktywa denominowane w wyżej oprocentowanej walucie.</p>
<p>            Niskie stopy procentowe przyczyniły się do ucieczki od dolara i spadku jego kursu Taniejący „zielony” jeszcze bardziej napychał portfele spekulantów, którzy pożyczając droższe i zwracając tańsze dolary zyskiwali dodatkowo. Wyniki na <em>carry trade</em> są bowiem tym lepsze, im bardziej waluta, w której pożyczamy osłabi się wobec tej, w której kapitał lokujemy.  W ten sposób ryzyko walutowe staje się źródłem dodatkowego zysku, a finansowa piramida sama się napędza. Do pewnego momentu zarabiali wszyscy zainteresowani, choć najwięcej jak zwykle zyskali ci na samym szczycie Sytuacja zmieniła się niedawno, wraz ze zwrotem na rynku walutowym.</p>
<p>             Teraz, gdy dolar stopniowo zyskuje na wartości, misterna maszynka do zarabiania pieniędzy się zacina, a doskonałe wydawałoby się inwestycje przynosić zaczynają straty. Jeżeli kierunek na rynku walutowym będzie się utrzymywał, prowadzić to może do panicznego zamykania pozycji w <em>carry trade</em>, co prowadzić będzie do umocnienia dolara, co prowadzić będzie do zamykania pozycji w <em>carry trade</em>, co prowadzić będzie do... itd. Pojawia się zatem niebezpieczeństwo efektu domina.</p>
<p>             Dodatkowo spotęgować go może spodziewane zacieśnienie polityki monetarnej. Podwyżki stóp procentowych w USA wprawdzie rychło nie nastąpią, ale kiedyś na pewno do nich dojdzie. Ponieważ ostatnia hossa na rynkach surowcowych i rynkach akcji skorelowana jest ściśle z taniejącym dolarem, nietrudno domyśleć się czym grozi rynkom taka samonapędzająca się lawina.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.ingsecurities.pl/2010/02/przenoszony-dolar-czyli-niebezpieczny-%e2%80%9ecarry-trade%e2%80%9d/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Prognoz ci u nas dostatek</title>
		<link>http://blog.ingsecurities.pl/2010/01/prognoz-ci-u-nas-dostatek/</link>
		<comments>http://blog.ingsecurities.pl/2010/01/prognoz-ci-u-nas-dostatek/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 18 Jan 2010 10:32:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Szmigel</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blog]]></category>
		<category><![CDATA[trend]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.ingsecurities.pl/?p=179</guid>
		<description><![CDATA[             Na przełomie roku w prasie, Internecie i wszelakich dostępnych naszej cywilizacji mediach pojawił się wysyp przepowiedni i prognoz dotyczących 2010r.  Swoimi wizjami inwestorów zasypują mądre głowy (skądinąd nobliwe i doświadczone) uzasadniające, dlaczego to właśnie ich hipoteza rozwoju sytuacji jest tą „najprawdziwszą”. Rozrzut jest ogromny: od kolejnej fali kryzysu zakopującej giełdy głęboko poniżej zeszłorocznego dna [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>             Na przełomie roku w prasie, Internecie i wszelakich dostępnych naszej cywilizacji mediach pojawił się wysyp przepowiedni i prognoz dotyczących 2010r.  Swoimi wizjami inwestorów zasypują mądre głowy (skądinąd nobliwe i doświadczone) uzasadniające, dlaczego to właśnie ich hipoteza rozwoju sytuacji jest tą „najprawdziwszą”. Rozrzut jest ogromny: od kolejnej fali kryzysu zakopującej giełdy głęboko poniżej zeszłorocznego dna po euforyczne wizje początku kilkunastoletniej nawet hossy na rynkach finansowych.</p>
<p><span id="more-179"></span>           </p>
<p>            W rok 2010 wjechaliśmy na torach trendu wzrostowego. Jeszcze dwanaście miesięcy wcześniej pierwsze strony gazet roztaczały przed czytelnikami wizje krachu porównywalnego z kryzysem lat trzydziestych. Padały lub były podłączane do rządowych kroplówek kolejne renomowane i wiekowe firmy, zagrożone plajtą były nawet całe państwa. Tymczasem już w drugim miesiącu roku bestia bessy wydała ostatnie tchnienie i padając wytyczyła dno. Od tego czasu giełdy światowe niemal nieprzerwanie pną się do góry. Na dłuższy przystanek czasu nie było, najgłębsza korekta nadeszła w trakcie wakacji i odebrała posiadaczom akcji z GPW około 36% wzrostów. Do dziś polskie indeksy podwoiły już niemalże swoja wartość z lutego zeszłego roku.</p>
<p>            W drugiej połowie roku trend powoli począł wytracać swój impet i coraz głośniej i częściej mówić zaczęto o zbliżającej się korekcie. Wizja jej rychłego nadejścia rozgościła się też w umysłach inwestorów. Wskazywanych zagrożeń jest wiele. Wśród tych najważniejszych wymienia się koniec stymulacyjnych programów rządowych, którymi karmione były wychudzone kryzysem, największe światowe gospodarki. Na dalsze dokarmianie prywatnych gigantów kosztem lawinowego zwiększania dziury budżetowej, rządów stać już nie będzie. Dotychczasowe koszty i tak będą musiały zostać pokryte z pieniędzy podatników, również tych którzy jeszcze się nie narodzili. Przerywając jedynie dla zaczerpnięcia oddechu, rynkowi sceptycy wymieniają kolejne niebezpieczeństwa: stopniowe zaostrzanie polityki pieniężnej; odwrócenie trendu na rynku dolara i w efekcie załamanie pompowanej taniejącą amerykańską walutą hossy surowcowej; wysokie bezrobocie, którego zmniejszenie i odbudowa popytu wewnętrznego zajmie przynajmniej lat kilka; schładzanie chińskiej gospodarki itd. i itp.</p>
<p>             Waga, wpływ na giełdy i interpretacja mających nastąpić zdarzeń jest różna. Skutkiem tego, całościowe wizje rynkowej przyszłości mogą różnić się diametralnie. Od kolejnej fali bessy, której niemal roczne wzrosty byłyby jedynie korektą (tzw. bear rally), po wręcz nieprzerwaną kilkunastoletnią hossę. Skrajne scenariusze mają jednak najmniejsze szanse powodzenia, najczęściej spotykaną wizją jest natomiast dalszy wzrost rynku w pierwszej połowie roku i osłabienie w drugiej jego części. Precyzyjnie przewidzieć przyszłości wprawdzie nie sposób, tym bardziej, że ta często lubi zaskakiwać. Karty Tarota tu raczej nie pomogą, nieosiągalny jest też giełdowy almanach na wzór tego z „Powrotu do przyszłości”. Z szerokiej rzeszy próbujących ktoś trafić jednak musi i ten będzie miał szansę na miano rynkowego guru. Najlepszym wyjściem dla inwestorów nie jest jednakże uporczywe trzymanie się przyjętej, takiej czy innej, wizji, ale bieżąca obserwacja zachowań rynku i reagowanie według wysyłanych przez niego sygnałów.</p>
<p>             Mimo piętrzących się niebezpieczeństw i pojawiających chwil zwątpienia, napędzany chciwością i nadzieją rynek nadal pnie się do góry po swoistej ścianie strachu. Znanym faktem jest, że giełda w swoim zachowaniu wyprzedza realną gospodarkę o około dwa kwartały. Obserwacja giełdowych indeksów prowadzić nas powinna zatem do wniosku, iż czeka nas co najmniej pół roku gospodarczego spokoju. Każdy kij ma jednak dwa końce. Eksperci przewidują ciężką próbę dla światowej gospodarki właśnie w drugiej części roku, po odłączeniu od rządowych kroplówek. Trzymając się reguły, krytyczne dla giełdy momenty trwać mogą już teraz. Lokomotywa wzrostów ciągnąca giełdowe indeksy dojechała do ważnej zwrotnicy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.ingsecurities.pl/2010/01/prognoz-ci-u-nas-dostatek/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

