<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Dom Maklerski ING Securities - Blog &#187; spekulacja</title>
	<atom:link href="http://blog.ingsecurities.pl/tag/spekulacja/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://blog.ingsecurities.pl</link>
	<description>Dom Maklerski ING Securities - Blog</description>
	<lastBuildDate>Fri, 13 Jan 2012 12:41:49 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.8.6</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Opcje albo ruletka, czyli sposób na Petrolinvest</title>
		<link>http://blog.ingsecurities.pl/2011/03/opcje-lub-ruletka-czyli-sposob-na-petrolinvest/</link>
		<comments>http://blog.ingsecurities.pl/2011/03/opcje-lub-ruletka-czyli-sposob-na-petrolinvest/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 18 Mar 2011 08:54:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Szmigel</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blog]]></category>
		<category><![CDATA[Petrolinvest]]></category>
		<category><![CDATA[spekulacja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.ingsecurities.pl/?p=1045</guid>
		<description><![CDATA[            Petrolinvest rozbudza wyobraźnię karmiąc ją żądzami szybkich zysków, choć tak naprawdę zarobić udało się niewielu. Spółka aspiruje do miana cesarza spekulacji i jest pierwszym kandydatem do sukcesji po pamiętnych Elektrimie i Uniwersalu. Zarobić na jej akcjach nie jest łatwo. 
            Do tego wpisu zainspirowały mnie telefony klientów naszego domu maklerskiego, których natężenie jest wprost proporcjonalne [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>            Petrolinvest rozbudza wyobraźnię karmiąc ją żądzami szybkich zysków, choć tak naprawdę zarobić udało się niewielu. Spółka aspiruje do miana cesarza spekulacji i jest pierwszym kandydatem do sukcesji po pamiętnych Elektrimie i Uniwersalu. Zarobić na jej akcjach nie jest łatwo. <span id="more-1045"></span></p>
<p>            Do tego wpisu zainspirowały mnie telefony klientów naszego domu maklerskiego, których natężenie jest wprost proporcjonalne do zmienności cen akcji Petrolinvestu. Ostatnio, w związku z lutowymi harcami kursu, zainteresowanie spółką znów jest wyraźnie większe.</p>
<p>            Petrolivest co jakiś czas zdumiewa specjalistów i elektryzuje inwestorów, rosnąc po kilkadziesiąt procent dziennie i niemal przecząc prawom grawitacji, w zasadzie tylko po to, by chwilę później z równym, jeśli nie większym impetem lecieć w dół i uderzyć o dno notowań. Wtedy telefonów jest najwięcej. Przyczyny przebudzeń? Pojawiające się w prasie, czy nawet publikowane przez samą spółkę na stronach internetowych niejasne i zagmatwane informacje. Zarówno inwestorzy, jak i specjaliści mają sporo zastrzeżeń do polityki informacyjnej spółki, co w imieniu tych pierwszych podkreślał ostatnio m.in. Jarosław Dominiak - Prezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych. „Zapach ropy” działa jednak niezawodnie.</p>
<p>           Niespodziewane szarpnięcia kursu wymykają się jakiejkolwiek analizie, sprawiedliwie odtrącając zarówno amatorów fundamentalnego podejścia do rynku, jak i AT. Na tę chwilę fundamentów do wzrostu wyceny Petrolinvest ciężko się doszukać, notoryczną cechą raportów okresowych są regularnie wykazywane straty i nieustanna potrzeba dokapitalizowania przedsięwzięcia. Nie może być inaczej, skoro firma ochoczo pożera kapitał, niewiele dając w zamian. Tutaj w zasadzie wszystko opiera się na nadziei, iż z prowadzonych odwiertów wytryśnie ropa, która pozwoli spółce wreszcie realnie zarabiać, a inwestorom zapewni szybkie pomnożenie ulokowanego w jej akcjach kapitału.</p>
<p>           Technika też za wiele nam nie pomoże. Sygnały kupna rodzą się po prasowych informacjach lub komunikatach rozbudzających nadzieje na bliski przełom w poszukiwaniach. Szybko są jednak negowane i zasypywane przez silną podaż ujawniającą się, kiedy zwyżka osiąganie solidne rozmiary. Kilka dni później często okazuje się, iż to jakiś większy akcjonariusz pozbywał się papierów na szczycie. Na początku lutego był to tajemniczy inwestor z Cypru, nieznany zarządowi spółki. Przypadek? Niech każdy sam rozsądzi. Sprawą w każdym razie zainteresowała się KNF. W tak nienaturalnym środowisku, naznaczonym przez żonglerkę akcjami, AT zawodzić musi.</p>
<p>            Spójrzmy na wykresy, obrazujące notowania kursu. Najpierw długoterminowy. Skala spadku od szczytu wyznaczonego tuż po debiucie w rejonie 840zł. robi wrażenie. Dziś akcje warte są ponad stukrotnie mniej i jak na razie nie widać symptomów, by trend spadkowy mógł się zakończyć. Zakładając nawet taką możliwość ciężko stawiać na to, iż dno kształtować będzie się powoli, a rodzący się ruch wzrostowy będzie powoli, acz stabilnie dźwigał ceny akcji.</p>
<p> <img class="aligncenter size-full wp-image-1046" title="180311 - petrol1" src="http://blog.ingsecurities.pl/wp-content/uploads/2011/03/180311-petrol1.JPG" alt="180311 - petrol1" width="557" height="400" /></p>
<p>            Jeśli zwrot w ogóle nastąpi, to wiązać się będzie najprawdopodobniej z odkryciem ropy, a jego początki będą wyglądać tak, jak pokazuje to drugi z wykresów, bardziej szczegółowy. Widać tu dwa ostatnie wyskoki kursu, kiedy to ceny bardzo szybko urosły ponad dwukrotnie. Alarm był jednak fałszywy, a euforia przedwczesna By wykorzystać te ruchy, trzeba było więc działać szybko i mieć nerwy ze stali.</p>
<p style="TEXT-ALIGN: center"><img class="aligncenter size-full wp-image-1047" title="180311 - petrol2" src="http://blog.ingsecurities.pl/wp-content/uploads/2011/03/180311-petrol2.JPG" alt="180311 - petrol2" width="557" height="400" /></p>
<p>             Cesarz jest chimeryczny i, jak każdy panujący, ma swoich zagorzałych poddanych, ale i zaciekłych wrogów. Tych pierwszych przyciąga wizja błyskawicznego zarobku, niemożliwego do osiągnięcia na stabilnych akcjach. Drugich odstrasza nieprzewidywalność władcy i związana z tym ekspozycja na straty. Dlatego mniej obeznani ze spekulacją lub nie akceptujący znacznego ryzyka inwestorzy powinni poważnie zastanowić się przed podjęciem decyzji o wejściu na ten rynek.</p>
<p>            Realnie oceniając obecną sytuację, do Petrolinvestu podejść można w zasadzie na dwa sposoby. Inwestycje w akcje spółki traktować można jako wysoce ryzykowną grę z potencjałem sporego zysku. Tu najważniejszy będzie odpowiedni timing i wyczucie rynku. Liczy się umiejętne rozpoznanie momentu, w którym należy wskoczyć do pędzącej windy i w którym, tuż przed lub zaraz po uderzeniu w sufit, z niej wyskoczyć. Trzeba mieć jednak świadomość, iż jest to pewien rodzaj giełdowej ruletki.</p>
<p>           Jest jeszcze droga druga, która opiera się na założeniu, iż spółce może się wreszcie powieść i z odwiertów szerokim strumieniem tryśnie upragniona ropa. Przy takim podejściu inwestycję można postrzegać jak zakup opcji. Kupić akcje za stosunkowo niewielką kwotę, z której dużą część, a nawet całość jesteśmy w stanie stracić i.... zapomnieć o bieżących notowaniach. Jeśli się uda, usłyszymy o tym w mediach, a zarobek i tak powinien być znaczny. W przeciwnym razie... no cóż, tak właśnie działają opcje.</p>
<p> </p>
<p> </p>
<p><em>N</em><em>iniejsza publikacja jest publikacją handlową, została przygotowana przez ING Securities Spółka Akcyjna w Warszawie wyłącznie w celach informacyjnych i nie stanowi rekomendacji w rozumieniu przepisów „</em>Rozporządzenia <em>Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, lub ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 r. Nr 206, poz. 1715)</em><em>. ING Securities Spółka Akcyjna w Warszawie dołożyła należytej staranności w celu zapewnienia, iż zawarte informacje nie są błędne lub nieprawdziwe w dniu ich publikacji, jednak ING Securities Spółka Akcyjna w Warszawie i jej pracownicy nie ponoszą odpowiedzialności za ich prawdziwość i kompletność, jak również za wszelkie szkody powstałe w wyniku wykorzystania niniejszej publikacji lub zawartych w niej informacji.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.ingsecurities.pl/2011/03/opcje-lub-ruletka-czyli-sposob-na-petrolinvest/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Echa wojny</title>
		<link>http://blog.ingsecurities.pl/2010/10/echa-wojny/</link>
		<comments>http://blog.ingsecurities.pl/2010/10/echa-wojny/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 29 Oct 2010 08:53:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Szmigel</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blog]]></category>
		<category><![CDATA[Kryzys]]></category>
		<category><![CDATA[spekulacja]]></category>
		<category><![CDATA[waluty]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.ingsecurities.pl/?p=734</guid>
		<description><![CDATA[             Liczne grono państw sposobu na wsparcie rodzimych gospodarek szuka w obniżaniu wartości własnej waluty, wśród nich jest i USA. Media krzyczą już o globalnej wojnie walutowej. To powinno wzmacniać zarówno złotówkę, jak i warszawską giełdę.

            Obniżanie wartości rodzimej waluty powoli staje się ogólnoświatową modą i sposobem na wciąż nie do końca zażegnany kryzys finansowy. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>             Liczne grono państw sposobu na wsparcie rodzimych gospodarek szuka w obniżaniu wartości własnej waluty, wśród nich jest i USA. Media krzyczą już o globalnej wojnie walutowej. To powinno wzmacniać zarówno złotówkę, jak i warszawską giełdę.</p>
<p><span id="more-734"></span></p>
<p>            Obniżanie wartości rodzimej waluty powoli staje się ogólnoświatową modą i sposobem na wciąż nie do końca zażegnany kryzys finansowy. Każdy kraj robi to na swój sposób, ale teoretyczny cel pozostaje ten sam, czyli poprawa konkurencyjności eksportu i wspieranie rozwoju gospodarczego. Ścigając się w dewaluowaniu pieniądza rządy chcą wydobyć się z zapaści, przerzucając część jej ciężaru na obce barki. </p>
<p>Japończycy krucjatę przeciwko swojemu jenowi prowadzą już od lat, bezskutecznie starając się rozwiać deflacyjne widmo. Ostatnią odsłonę tej batalii mogliśmy oglądać w połowie września, kiedy na interwencyjny skup dolarów Tokyo sypnęło100mld jenów. Efekt był znikomy i krótkotrwały. Po chwilowym osłabieniu jen konsekwentnie powrócił do trendu wzrostowego. Próbowali też Szwajcarzy, którym nie w smak było postępujące umocnienie franka. Wszystko na niewiele się zdało, dolar sukcesywnie słabnie. Głosy niezadowolenia z rosnącej siły ojczystego pieniądza pojawiają się też w innych krajach. Najaktywniejsza jest Brazylia, ostatnio dołączyła Kanada i Korea Południowa, ale one na razie  tylko groźnie pomrukują, ograniczając się do interwencji słownych.</p>
<p>            Najgorętsza rozgrywka trwa jednak pomiędzy największymi gospodarkami, czyli Chinami i USA, które wzajemnie zarzucają sobie nieuczciwe zaniżanie siły własnego pieniądza. Słusznie. Chińczycy od lat sztywnym kursem tłamsiły juana, utrzymując wysoką konkurencyjność swoich produktów i powodując rosnącą popularność zwrotu „made in china”. U nas teraz chińskie jest niemal wszystko, od czosnku po autostrady. Niedawno wprawdzie władze w Pekinie zgodziły się na stopniowe uwalnianie juana, ale wymiar tej deklaracji pozostał głównie symboliczny. Amerykanie nie pozostają dłużni, zasypując rynki tanim dolarem. Wkrótce z przysłowiowego helikoptera szef FED wypchnie kolejną bombę z opóźnionym zapłonem, jaką będzie prawdopodobnie „quantitative easing II”. Potencjał globalny Wuj Sam ma zaś największy. Dolar jest światową walutą rezerwową i rozliczeniową. Chińczyków spadek wartości USD interesuje tym bardziej, iż to oni finansują znaczną część amerykańskiego długu.</p>
<p>            Do gry nie włącza się na razie Europejski Bank Centralny, dla którego priorytetem jest  zapobieganie inflacji. Powoli pojawiać zaczynają się jednak głosy, by i na Starym Kontynencie uruchomić maszyny drukarskie i radośnie rozpocząć produkcję nowych, tracących na wartości pieniędzy. Ostatnio nawoływał do tego między innymi znany ekonomista, Nouriel Roubini twierdząc, iż zbyt drogie euro grozi nawrotem recesji.</p>
<p>           Co ta dewaluacyjna wojna oznaczać będzie dla rodzimego rynku? Wzrośnie oczywiście presja na dalsze długofalowe umacnianie złotego. Szczególnie w stosunku do dolara, w relacji do euro efekt ten powinien być mniej zauważalny. Ponieważ RPP szykuje się do podnoszenia stóp procentowych, zwiększy się też atrakcyjność „carry trade” i rodzimej giełdy. Zagraniczny kapitał spekulacyjny będzie do nas płynął jeszcze szybciej, co w krótkim terminie sprzyjać będzie podnoszeniu cen (piszemy o tym tutaj:  <a href="http://blog.ingsecurities.pl/2010/10/sila-w-zacofaniu/">http://blog.ingsecurities.pl/2010/10/sila-w-zacofaniu/</a>).</p>
<p>          Złoty powinien zatem rosnąć w siłę, oczywiście póki sami nie przyłączymy się do zbiorowego pędu. Na razie stoimy na uboczu, z pokorą przypatrując się starciu gigantów. W porównaniu z potęgami siły mamy mizerne, choć interwencja na rynku walutowym nie byłaby bynajmniej nowością. Pierwszy raz rząd włączył się do rozgrywki na początku zeszłego roku, gdy złoty był rekordowo słaby, a rodzime firmy przygniatane były przez opcje walutowe. Rządzący zapragnęli umocnienia złotówki i to się udało. Decydujący był sam moment działania. Timing był perfekcyjny i utrafił w rynkowe dno złotego, który później stabilnie zaczął się umacniać. To doprowadziło do kolejnej interwencji, która miała ów trend wzrostowy zahamować. NBP przebudził się w kwietniu tego roku i "dokonał zakupu pewnej ilości walut obcych po korzystnym kursie". I tym razem chwila była dobra i trend zawrócił, jednak tylko na 2 miesiące. W kwietniu przedstawiciele rządu i NBP twierdzili, że zbyt silny złoty zagraża wzrostowi gospodarczemu. Właśnie zbliżamy się do tych poziomów...</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.ingsecurities.pl/2010/10/echa-wojny/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>CANSLIM</title>
		<link>http://blog.ingsecurities.pl/2010/09/canslim/</link>
		<comments>http://blog.ingsecurities.pl/2010/09/canslim/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 01 Sep 2010 11:22:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Szmigel</dc:creator>
				<category><![CDATA[Akcje]]></category>
		<category><![CDATA[CANSLIM]]></category>
		<category><![CDATA[spekulacja]]></category>
		<category><![CDATA[strategie giełdowe]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.ingsecurities.pl/?p=605</guid>
		<description><![CDATA[             Słowo w tytule jest nazwą ciekawej i popularnej strategii inwestycyjnej łączącej w sobie cechy podejścia fundamentalnego i technicznego. Do jej zastosowania nie potrzebujemy rozbudowanych analiz, ani specjalistycznej wiedzy. 
           Strategia CANSLIM została stworzona przez Williama O’Neal’a, autora wielu książęk dotyczących giełdy i skutecznego inwestowania oraz założyciela pisma Investor’s Business Daily. To dość proste narzędzie analityczne [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>             Słowo w tytule jest nazwą ciekawej i popularnej strategii inwestycyjnej łączącej w sobie cechy podejścia fundamentalnego i technicznego. Do jej zastosowania nie potrzebujemy rozbudowanych analiz, ani specjalistycznej wiedzy. <span id="more-605"></span></p>
<p>           Strategia CANSLIM została stworzona przez Williama O’Neal’a, autora wielu książęk dotyczących giełdy i skutecznego inwestowania oraz założyciela pisma Investor’s Business Daily. To dość proste narzędzie analityczne pozwalające na wytypowanie spółek dobrze rokujących na przyszłość, w oparciu o zrozumiałe oraz jasne kryteria fundamentalne i techniczne. Składa się z siedmiu kroków, których pierwsze litery tworzą nazwę całej strategii:</p>
<p> </p>
<p>C – <em>Current earnings per share</em>, czyli bieżący zysk na akcję. Warunkiem, który uzasadniałby zakup akcji danej spółki jest wzrost kwartalnego zysku o 25% lub więcej w stosunku kwartał do kwartału. Oznacza to znacząca poprawę generowanych zysków w ostatnim okresie i duży potencjał w najbliższej przyszłości.</p>
<p> </p>
<p>A – <em>Annual earnings per share</em> - czyli roczny zysk na akcję. Zyski roczne muszą rosną przynajmniej o 25% w ciągu ostatnich trzech lat. To drugi warunek inwestycji. Dzięki niemu upewniamy się, iż firma rozwija się stabilnie przez dłuższy czas utrzymując dobre tempo wzrostu.</p>
<p> </p>
<p>N – <em>News</em> - oznacza jakieś dobre informacje napływające z firmy. Może być to np. jakiś nowy, znaczący produkt lub usługę, zmiany w zarządzie itp. Coś, co spowoduje, iż perspektywy rozwoju spółki staną się korzystniejsze i można spodziewać się większego popytu na jej akcje. W tym pojęciu  mieści się też osiągnięcie nowego maksimum notowań w ostatnim okresie przez kurs akcji, które jest traktowane jako sygnał transakcyjny.</p>
<p> </p>
<p>S – <em>Shares</em> – O’Neal zalecał też uważną obserwację wolumenu znaną z analizy technicznej. Spore, ponadprzeciętne obroty towarzyszące wzrostom wskazują na akumulację akcji przez dużych graczy. W przeciwnym wypadku za ruchem nie stoją silni gracze instytucjonalni (fundusze) i ceny maję małe szanse, by utrzymać wysokie poziomy. I odwrotnie, spadki powinny odbywać się przy niskich obrotach wskazujących na nikłą podaż akcji. </p>
<p>            O’Neal przeprowadził też badania nad optymalną liczbą akcji dostępnych w obrocie. Największą stopę zwrotu dawały spółki, które wyemitowały mniej niż, 12mln akcji, średnią wyliczył zaś na 4,8mln. Za warunek zawarcia transakcji O’Neal uznał zaś liczbę akcji w obrocie nie większa niż 25mln. Dzięki temu uchronimy się od ryzyka znacznej podaży akcji. W przypadku dalszej poprawy wyników duży popyt w konfrontacji z niską podażą stworzy  zaś środowisko sprzyjające wzrostom cen.</p>
<p> </p>
<p>L – <em>Leader or laggard</em> - O'Neil sugeruje wybór wiodących firm w wiodących branżach. Uwagę zwrócić mogą też spółki, które korzystają na tym, iż wytwarzają coś odmiennego od reszty. Giełdowych maruderów należy omijać. W tym celu posługuje się rankingiem siły relatywnej tworzonym poprzez porównanie zachowania cen akcji w ciągu ostatnich 12 miesięcy na tle giełdowych indeksów (np. S&amp;P500).</p>
<p> </p>
<p>I - <em>Institutional sponsorship</em> – O’Neal radzi przyjrzeć się akumulacji akcji danej spółki przez instytucje finansowe (np. fundusze inwestycyjne, emerytalne itp.), szczególnie w ostatnich kwartałach. Upewnij się, że duzi gracze inwestują w twoje akcje, oni uważnie oceniają perspektywy danej spółki. Obecność inwestorów instytucjonalnych jest też jednym z warunków zajęcia pozycji, są oni potrzebni do wykreowania długofalowych wzrostów. Ich nadmiar jest jednak niepożądany. Gdy znaczna część akcji znajduje się już w rękach funduszy, trudno będzie o dalszy popyt, a niekorzystne informacje mogą skutkować nadmierna podażą akcji.</p>
<p>M – <em>market­</em> –Jako, że ¾ walorów porusza się zgodnie z ogólnymi rynkowymi trendami, O’Neal radził oceniać obowiązujący kierunek giełdy na podstawie codziennej obserwacji średnich rynkowych. Co oczywiste, preferował inwestycje w trakcie mocnych trendów wzrostowych.</p>
<p> </p>
<p>            Po spełnieniu powyższych warunków transakcji, samo wejście na rynek oparte jest już stricte na sygnałach technicznych. Za najważniejsze uznawane jest wybicie z cen z długotrwałej konsolidacji kształtującej się od 7 tygodni do 15 miesięcy. Mogą to być formacje spodka,  podwójnego dna,  baza  itp. Drugim istotnym kryterium jest towarzyszący wybiciu wzrost wolumenu. O’Neal zakłada, iż powinien o co najmniej 50proc. wyższy od przeciętnego. Wysoki wolumen poświadcza ważność samej formacji i nadaje rynkowi pęd, który potem ciężko będzie wyhamować.</p>
<p>           W kwestii wielkości otwieranych pozycji ścisłych wskazówek w metodzie Caslim nie ma. Autor strategii sugeruje jedynie liczbę spółek, w które powinniśmy inwestować. Maksymalnie, przy bardzo zasobnym portfelu, powinno to być nie więcej niż sześć, siedem firm. W przypadku kapitału średniej wielkości liczbę tę należy ograniczyć do czterech lub pięciu spółek, a przy zasobach najmniejszych skupić się na wybranych dwóch, trzech firmach. </p>
<p>           Jeśli chodzi o linie obrony, to w strategii CANSLIM nie są one już uzależnione od zachowania rynku. Lokalizacja stopów oparta jest o metodę procentową. Zaleca się takie ich wyznaczenie, by wartość pozycji nie zmalała więcej niż 7proc. Tę zasadę można oczywiście udoskonalić w zależności od preferencji konkretnego inwestora, opierając się np. o teorię analizy technicznej. Jeśli np. sygnałem kupna jest wybicie z formacji, to naturalną konsekwencją takiego podejścia może być wycofanie się z rynku po zanegowaniu owego sygnału, czyli powrocie kursu do wnętrza formacji.</p>
<p>           Fundamentalną zasadą zamykania pozycji i realizacji zysków w CANSLIM jest wyjście z rynku po 20proc. wzroście cen akcji. Ponieważ równocześnie O’Neal zalecał umieszczanie stopa w odległości ok. 7proc. poniżej ceny zakupu, łatwo obliczyć, iż stosunek potencjalnego zysku do straty wynosi ok. 2,85, co jest przyzwoitym rezultatem. O’Neal duopuszczał jednak wiele wyjątków od reguły 20%.</p>
<p>           Przedstawiony powyżej krótki opis pozwala poznać z grubsza założenia strategii nazwanej przez jego twórcę CANSLIM. Według mnie, najcenniejszy jest fakt bazowania na dwóch różnych podejściach do rynku. Otrzymujemy w ten sposób zrównoważone narzędzie pozwalające ocenić zarówno fundamentalne, jak i techniczne perspektywy danej spółki. Szczegóły poznamy oczywiście dzięki lekturze książek O’Neal’a. Na jednej z nich wydawca pisze, iż: „Według niezależnych badań, przeprowadzonych przez Amerykańskie Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych, wśród ponad 50 najbardziej znanych strategii inwestycyjnych system CANSLIM okazał się najbardziej konsekwentnym narzędziem inwestycyjnym, którego złożona stopa zwrotu z inwestycji wyniosła 350,3% od 1998 do 2003 roku”.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.ingsecurities.pl/2010/09/canslim/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wycisnąć trend</title>
		<link>http://blog.ingsecurities.pl/2010/08/wycisnac-trend/</link>
		<comments>http://blog.ingsecurities.pl/2010/08/wycisnac-trend/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 26 Aug 2010 07:06:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Szmigel</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blog]]></category>
		<category><![CDATA[Kontrakty]]></category>
		<category><![CDATA[rynek terminowy]]></category>
		<category><![CDATA[spekulacja]]></category>
		<category><![CDATA[trend]]></category>
		<category><![CDATA[zarządzanie wielkością pozycji]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.ingsecurities.pl/?p=591</guid>
		<description><![CDATA[             Na sukces na giełdzie składa się wiele czynników: system transakcyjny, linie obrony, konsekwencja, dyscyplina, zarządzanie kapitałem, panowanie nad emocjami itp. Złożenie tej układanki w sprawną i działającą bez zgrzytów maszynę nie jest proste. Jednym z niedocenianych jej elementów jest umiejętne budowanie zaangażowania w rynku. Tak, aby wraz z dojrzewaniem trendu zyski rosły coraz szybciej. Skuteczne [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>             Na sukces na giełdzie składa się wiele czynników: system transakcyjny, linie obrony, konsekwencja, dyscyplina, zarządzanie kapitałem, panowanie nad emocjami itp. Złożenie tej układanki w sprawną i działającą bez zgrzytów maszynę nie jest proste. Jednym z niedocenianych jej elementów jest umiejętne budowanie zaangażowania w rynku. Tak, aby wraz z dojrzewaniem trendu zyski rosły coraz szybciej. Skuteczne zarządzanie wielkością pozycji da szansę wyciśniecia z rynku jak najwięcej.</p>
<p><span id="more-591"></span></p>
<p>            Rynek terminowy łatwy na pewno nie jest. Nagłe zwroty, szybkość zdarzeń, gwałtowny przyrost zysków bądź strat to tutaj chleb powszedni, który obciąża psychikę dużo bardziej niż inwestowanie w akcje. Wiedzą o tym wszyscy, którzy choć raz próbowali swoich sił na rynkach „wzbogaconych” dźwignią finansową. Fałszywe sygnały i nieudane transakcje trafiają się tutaj seriami. Często, gdy już nasz system zadziała i okaże się, że mieliśmy rację i dobrze przewidzieliśmy przyszły kierunek, to rynek przekornie potrafi się jeszcze cofnąć dokładnie tyle, żeby wyrzucić nas na linii obrony.</p>
<p>            Wśród zamętu sprzecznych ruchów i gąszczy sygnałów trafiają się jednak i prawdziwe perełki, kiedy w odpowiednim momencie wskoczymy do pociągu pod przyjemną nazwą „trend”. To wymarzona sytuacja szczególnie, gdy kurs konsekwentnie podąża w obranym kierunku przez dłuższy czas. Wtedy zyski rosną, ciesząc i gojąc poranione wcześniejszymi stratami serce tradera. Oczywiście, jak to często bywa, w takiej sytuacji największego wroga napotykamy w samym sobie, kiedy przychodzi nam wybierać pomiędzy przysłowiowym wróblem w garści i gołębiem na dachu. Czasami błędnie obstawiamy opcję pierwszą i wysiadamy na najbliższej stacji, obserwując z żalem jak pociąg się rozpędza i znika za horyzontem. Niby wiemy, że powinniśmy postępować jak zimna i pozbawiona uczuć maszyna, konsekwentnie trzymając się obranej strategii, jednak często emocje biorą górę. Tymczasem taki uparty giełdowy ciąg warto wykorzystać i wyrwać trendowi jak najwięcej.</p>
<p>            I tu może pomóc nam strategia zarządzania wielkością pozycji, czyli takie dobranie ilości kontraktów, by maksymalizować potencjalne zyski, ograniczając równocześnie nieuniknione straty. Od zbytnich obsunięć kapitału bronić powinna nas zasada ograniczenia ryzyka w jednej transakcji. W literaturze przyjmuje się, iż jednorazowo nie powinno się  ryzykować więcej, niż kilka procent posiadanego kapitału. Najczęściej zaleca się 1 czy 2%, niektórzy praktycy ryzykują nawet do 5%. Większe liczby spotyka się rzadko, traktowane są bowiem jako rynkowe samobójstwo. Seria nietrafionych transakcji może nam bowiem skutecznie wybić z głowy rynki terminowe.</p>
<p>            Dzisiaj będzie jednak o rzeczach przyjemniejszych, czyli o maksymalizacji zysków. Kiedy trafimy już w silny trend, wraz z jego rozwojem można się pokusić o zwiększanie zaangażowania w rynku, wykorzystując w ten sposób m.in. już zarobione pieniądze. Opracowanie konkretnego indywidualnego modelu jak tego dokonywać zależy od kapitału, psychiki i preferencji każdego gracza. Teoria podpowiada nam jednak pewne rozwiązania. Do najprostszych, a zarazem najpopularniejszych należą:</p>
<p>-         powiększanie pozycji o stałą liczbę kontraktów (np. 3+3+3)</p>
<p>-         piramida (w różnych wariantach):</p>
<p>a)      za każdym razem dokupujemy dwukrotnie mniejszą liczbę kontraktów (np. 4+2+1);</p>
<p>b)      dokupujemy ilość kontraktów stanowiącą połowę już otwartych pozycji (np. 4+2+3);</p>
<p>-         odwrócona piramida (kupno dwukrotnie większej liczby kontraktów po każdym kolejnym sygnale, np. (1+2+4).</p>
<p>             Sprawdźmy jak strategie te sprawdzałyby się w praktyce podczas wakacyjnego trendu wzrostowego. Sam system oraz momenty wejścia i wyjścia z rynku są kwestią umowną i to nie one są w tym przykładzie istotne. Chodzi głównie o porównanie ruchów kapitału. Dlatego też wskazane zostały dwa alternatywne momenty wyjścia z rynku. Dzięki temu możemy zobaczyć jak szybko w poszczególnych strategiach topnieją zyski.</p>
<p>            Za sygnały transakcyjne przyjmiemy wybicia z technicznych formacji i ponad maksima wyznaczające początki ruchów korekcyjnych. Graficznie przedstawia je poniższy wykres. Od początku lipca wystąpiło w sumie pięć sygnałów (zaznaczone na wykresie strzałkami). Trzy pierwsze inicjowały kupno kontraktów, ostatnie dwa sugerowały zamknięcie wszystkich pozycji. Przy transakcjach kupna uwzględniamy 10pkt. poślizg cenowy, który jest też naszym filtrem fałszywych sygnałów. Wyjście z rynku następowało zaś po cenie zamknięcia. Owe sygnały to kolejno:</p>
<p style="TEXT-ALIGN: center"><img class="size-full wp-image-593 aligncenter" title="260810 - szp (wykres)" src="http://blog.ingsecurities.pl/wp-content/uploads/2010/08/260810-szp-wykres.JPG" alt="260810 - szp (wykres)" width="716" height="559" /></p>
<p> </p>
<p>1.      Przełamanie linii szyi formacji odwróconej głowy i ramion z 12 lipca, sygnał kupna na MACD (poziom sygnału: 2360pkt., kupno na 2370pkt.);</p>
<p>2.      Zakończenie korekty i wybicie ponad dotychczasowe maksima trendu z 20 lipca (sygnał na 2426pkt. kupno na 2436pkt.);</p>
<p>3.      Wyjście ponad lokalny szczyt oznaczający koniec drugiej korekty. 2 sierpnia (sygnał; 2514pkt., kupno na 2524pkt.).</p>
<p>4.      Pierwszy, słaby jeszcze sygnał sprzedaży. Wysłany, gdy rynek wybija się z konsolidacji przy szczycie trendu i schodzi poniżej maksimów drugiej z korekt. 10 sierpnia. Wyjście z rynku po cenie zamknięcia (2504pkt.).</p>
<p>5.      19 sierpnia. Zamknięcie poniżej wsparcia przy ostatnim lokalnym dołku. Wcześniej przełamana została linia trendu wzrostowego, mocny sygnał sprzedaży potwierdzony przez MACD. Likwidacja wszystkich długich pozycji. Zdecydowana ucieczka z rynku na zamknięciu (2454pkt.).</p>
<p> </p>
<p>           Teraz przyjrzyjmy się poniższej tabeli, która opisuje wyniki na poszczególnych strategiach i na tym przykładzie spróbujmy wyciągnąć jakieś ogólniejsze wnioski (ilości otwieranych kontraktów zostały dobrane tak, aby pod koniec trendu zaangażowanie w rynku było zbliżone).</p>
<p> <img class="aligncenter size-full wp-image-594" title="260810 - szp" src="http://blog.ingsecurities.pl/wp-content/uploads/2010/08/260810-szp.JPG" alt="260810 - szp" width="529" height="571" /></p>
<p>            Najprostsza jest oczywiście strategia przedstawiona jako pierwsza. Poziom ryzyka mierzony potencjalnym maksymalnym obsunięciem kapitału zależy od wielkości otwieranej pozycji i przyjętej linii obrony. Parametry te można dowolnie zmieniać, dostosowując do naszych preferencji. Ponieważ po każdym sygnale dokładamy taką samą liczbę kontraktów, wraz z posuwaniem się trendu nasze zaangażowanie i zyski rosną coraz szybciej. Niestety, gdy rynek zawróci obraca się to przeciwko nam, a uzbierany kapitał równie szybko topnieje. Stąd w tej strategii istotne jest właściwe wyznaczanie linii obrony przy otwieraniu kolejnych pozycji. Można np. przyjąć taką zasadę, iż zyskowna do tej pory transakcja nie może zakończyć się stratą.</p>
<p>             Druga opcja to piramida polegająca na otwieraniu po każdym kolejnym sygnale o połowę mniejszej liczby kontraktów. Tutaj potrzebny jest spory kapitał, gdyż najwięcej pozycji otwieramy na początku trendu, wtedy też ponosimy największe ryzyko błędnego sygnału. Później stosunek pozycji zarabiających do nowo otwieranych wzrasta, stąd wraz z rozwojem trendu niebezpieczeństwo jest coraz mniejsze, a po zwrocie początkowo tracimy najmniej. Ceną za to jest słabnąca dynamika zysków.</p>
<p>            Tego problemu nie ma w przypadku drugiej wersji piramidy, gdzie liczba nowych pozycji jest połową już posiadanych. W tym przypadku początek jest podobny, gdyż ryzykujemy stosunkowo dużo. Czym trend trwalszy, tym nasze bezpieczeństwo rośnie, a ponieważ wzrasta też ilość nowo otwierancych kontraktów, zyski rosną coraz szybciej. Nie ma jednak nic za darmo. Po zwrocie tempo narastania strat jest stosunkowo duże.</p>
<p>            Pod tym względem rekordzistką jest jednak strategia ostatnia, czyli tzw. odwrócona piramida. Jej zaletą jest przede wszystkim niskie ryzyko przy wejściu na rynek, zaczynamy bowiem z minimalną liczbą kontraktów. Tutaj niebezpieczeństwo wzrasta wraz z rozwojem trendu. Przy kolejnych sygnałach kupna otwieramy bowiem coraz większą liczbę pozycji, co powoduje szybką dynamikę zysków, ale i największe straty, kiedy rynek zawraca. Każdy trend zaś kiedyś się kończy. W tym przypadku linia obrony powinna być szczególnie ciasna, aby udana transakcja nie przerodziła się w klęskę.</p>
<p>            Przedstawione przykłady, to oczywiście strategie modelowe. Każdy z graczy może je dowolnie mieszać i modyfikować dostosowując do swoich potrzeb, preferencji oraz oceny sytuacji rynkowej. Jeśli w końcu rynek rozwinie się w trwalszy trend, dzięki odpowiedniemu zarządzaniu wielkością pozycji możemy wyrwać rynkowi jak najwięcej punktów.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.ingsecurities.pl/2010/08/wycisnac-trend/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Mafia kręci na giełdzie</title>
		<link>http://blog.ingsecurities.pl/2010/05/mafia-kreci-na-gieldzie/</link>
		<comments>http://blog.ingsecurities.pl/2010/05/mafia-kreci-na-gieldzie/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 21 May 2010 10:45:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Szmigel</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blog]]></category>
		<category><![CDATA[GPW]]></category>
		<category><![CDATA[Psychologia]]></category>
		<category><![CDATA[spekulacja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.ingsecurities.pl/?p=436</guid>
		<description><![CDATA[            W tytule nie chodzi bynajmniej o nowy hollywoodzki film opowiadający historię jednego z sycylijskich rodów, a o realną rzeczywistość. Gangi coraz bardziej interesują się warszawską giełdą. Takie towarzystwo rodzi zaś podejrzenia, czy aby razem z pieniędzmi na parkiet nie trafiają też mafijne maniery.
 
            Poniedziałkowy „Dziennik Gazeta Prawna” zamieścił artykuł na temat wyników badań przeprowadzonych przez [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>            W tytule nie chodzi bynajmniej o nowy hollywoodzki film opowiadający historię jednego z sycylijskich rodów, a o realną rzeczywistość. Gangi coraz bardziej interesują się warszawską giełdą. Takie towarzystwo rodzi zaś podejrzenia, czy aby razem z pieniędzmi na parkiet nie trafiają też mafijne maniery.</p>
<p> <span id="more-436"></span></p>
<p>            Poniedziałkowy „Dziennik Gazeta Prawna” zamieścił artykuł na temat wyników badań przeprowadzonych przez poznańskiego doktora Zbigniewa Rau wśród świadków koronnych. Cóż to może mieć wspólnego z giełdą? Otóż wbrew pozorom, może. Okazało się iż przestępczość zorganizowana jest żywotnie zainteresowana grą giełdową, jako sposobem na zarabianie pieniędzy.</p>
<p>           Na pytanie: w jakich obszarach działają najczęściej w Polsce zagraniczne organizacje przestępcze? – w sondażu pojawiły się niepokojące odpowiedzi mówiące o przestępstwach przy prywatyzacji mienia państwowego i przestępstwach giełdowych. Gangi wchodzą na warszawską giełdę, szukając nowych obszarów generowania zysków. GPW dołączyła w ten sposób do wielce szacownego grona, w którym prym wiodą: produkcja i przemyt narkotyków, nierząd, handel bronią, pranie pieniędzy, wymuszanie okupów itp.</p>
<p>            Hmm... ciekawostka niewarta uwagi poważnych i uczciwych giełdowych inwestorów? Może tak, a może nie. Pomijając nieco cyniczną radość z napływu nowego kapitału, warto zastanowić się nad innymi następstwami zainteresowania środowiska przestępczego giełdą. Spróbujmy sobie wyobrazić inwestycyjne preferencje i giełdowy profil typowego gangstera. Większość uczciwych ludzi zna takie osoby tylko z ekranu, ze skądinąd doskonałych filmów amerykańskich reżyserów włoskiego pochodzenia (Copolla, Scorsese, de Palma). To nie jest dobry przykład, sycylijski mafioso z dziada pradziada w swoich działaniach kierował się dobrem rodziny i jakkolwiek pojmowanym, ale jednak honorem. Obecni następcy Don Corleone wartości preferują raczej odmienne. Liczy się przede wszystkim pieniądz, a droga do jego pozyskania powinna być jak najkrótsza. Zasady i prawa istnieją zaś tylko po to, aby ich łamanie przysłużyło się w osiągnięciu celu. „Zwykłego” zjadacza giełdowego chleba od nieetycznych, nieuczciwych i niezgodnych z prawem działań powstrzymują bądź to zasady moralne, bądź groźba kary, bądź też po prostu ograniczenia finansowe. W przypadku „zawodowców” żaden z tych hamulców nie obowiązuje. Dlaczego więc giełda, w dodatku polska, zaczyna się jawić jako godna zainteresowania międzynarodowych bossów? Wytłumaczenie w postaci długofalowego inwestowania i nadziei na niepewne zyski jakoś nie przekonuje. Tym bardziej, iż pod kątem zwrotu z kapitału giełda raczej nie może konkurować z „tradycyjnymi” obszarami działalności mafii.</p>
<p>            Nasuwa się więc podejrzenie o próbę przeniesienia codziennych zwyczajów na parkiet tzn. wykorzystywania wszelkich, w tym nielegalnych, środków do osiągnięcia celu głównego, jakim jest szybki zarobek. Na myśl przychodzi od razu możliwość manipulacji, a szczególnie tzw. „wirówek”, czyli sztucznego i krótkotrwałego windowania kursów walorów jakiejś pomniejszej spółki. W takich przypadkach giełdowa grawitacja przestaje istnieć, a rzeczywista sytuacja firmy już się nie liczy. Ceny akcji dawno przez inwestorów zapomnianych potrafią zyskać w ciągu paru sesji nawet kilkaset procent i to bez żadnej fundamentalnej informacji uzasadniającej tak znaczny wzrost rynkowej wyceny. Po pierwszym okresie zdumienia i niewiary, do rajdu przyłączają się coraz większe rzesze inwestorów skuszonych niewiarygodnie szybko rosnącymi zyskami. Meta zazwyczaj wypadała niespodziewanie i ceny bardzo szybko powracają do punktu wyjścia. Ci zaś, którzy dali się wciągnąć w tę nieczystą i z góry przegraną grę, pozostają z plikiem akcji spółki najczęściej mało perspektywicznej, których w dodatku nikt nie chce od nich odkupić. W ten sposób pieniądze szybko przepływają z rąk naiwnych i biernych do rąk świadomych i sprawczych. Tym, którzy giełdą interesują się od dłuższego czasu, regularne pojawianie się takich giełdowych meteorów jest doskonale znane. Dzięki płytkości rodzimego rynku akcji, do rozkręcenia takiej „wirówki” w przypadku mało płynnych spółek nie jest potrzebny wcale jakiś bajeczny kapitał.</p>
<p>            Według dziennikarzy „Dziennika Gazeta Prawna” podejrzenia te potwierdzają policjanci z pionu ds. przestępczości gospodarczej Komendy Stołecznej. Przyznają oni, iż docierają do nich informacje o próbach manipulowania akcjami na giełdzie. Gangi działają przez podstawione osoby tzw. „słupy”, które giełdowe zlecenia składają we własnym imieniu i na własne nazwisko. Dzięki temu odpowiedzialność się rozmywa, a ukaranie winnych trudnych do udowodnienia przestępstw giełdowych jest jeszcze cięższe. Od 1997r. KNF, odpowiedzialna za nadzór nad giełdą złożyła do prokuratury 70 zawiadomień o popełnieniu przestępstwa. Dotychczas najwyższym wyrokiem było 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na 3 lata.</p>
<p>           Większość inwestorów zapewne stwierdzi, iż to kara daleko niewystarczająca za kradzież ich oszczędności. Pozostaje nauczka, aby do niespodziewanych eksplozji kursów podchodzić z należytą ostrożnością. Oby przełożyło się to na większa świadomość zarówno samych mechanizmów rynkowych, jak i obecność zagrożeń, czasami prokurowanych celowo.  Lepiej wszak stracić okazję niż pieniądze.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.ingsecurities.pl/2010/05/mafia-kreci-na-gieldzie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Złoty pod kontrolą</title>
		<link>http://blog.ingsecurities.pl/2010/04/zloty-pod-kontrola/</link>
		<comments>http://blog.ingsecurities.pl/2010/04/zloty-pod-kontrola/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 28 Apr 2010 13:09:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Szmigel</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blog]]></category>
		<category><![CDATA[Psychologia]]></category>
		<category><![CDATA[rynek walutowy]]></category>
		<category><![CDATA[spekulacja]]></category>
		<category><![CDATA[złotówka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.ingsecurities.pl/?p=384</guid>
		<description><![CDATA[           Dla obstawiających dalsze umacnianie się złotego nadeszły ciężkie czasy. Do gry włączył się bowiem NBP, który w ciągu kilku minut może zamienić dotychczasowe zyski w dotkliwe straty. Gracz to silny i  mało przewidywalny.

            Po raz pierwszy na rynek walutowy wpływać próbował polski rząd na początkku ubiegłego roku, kiedy słabość szybko tracącej złotówki zaczęła zagrażać polskiej gospodarce. Kurs [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>           Dla obstawiających dalsze umacnianie się złotego nadeszły ciężkie czasy. Do gry włączył się bowiem NBP, który w ciągu kilku minut może zamienić dotychczasowe zyski w dotkliwe straty. Gracz to silny i  mało przewidywalny.</p>
<p><span id="more-384"></span></p>
<p>            Po raz pierwszy na rynek walutowy wpływać próbował polski rząd na początkku ubiegłego roku, kiedy słabość szybko tracącej złotówki zaczęła zagrażać polskiej gospodarce. Kurs euro wyrażony w rodzimej walucie sięgał wtedy historycznych maksimów w okolicach 4,90. Najpierw ostrzeżenia popłynęły z ust premiera, który publicznie uznał ówczesny kurs złotego za nieuzasadniony i nieakceptowalny, zapowiadając równocześnie możliwość działania. Poziom, przy którym owa interwencja może zostać dokonana nie został określony, co wzmogło niepewność uczestników rynku walutowego. Ostrzeżenia zmaterializowały się kilka dni później, gdy za pośrednictwem BGK na rynku walutowym sprzedana została część środków unijnych. Jak duża to była suma, nie wiadomo. Faktem jest, że trend się odwrócił i od tego czasu kurs złotego zaczął się umacniać. Zmiany kierunku nie należy raczej przypisywać działaniu władz, ale sam moment wybrany był idealnie. Po uprzednim szybkim i głębokim spadku (w ciągu zaledwie pół roku złotówka osłabiła się wobec euro o ok. 50%), kurs zatrzymał się w pobliży historycznych rekordów i na rynku zagościły wątpliwości w możliwość dalszego spadku. Działanie rządu trafiło na podatny grunt. Perspektywa ewentualnych interwencji zakłóciła stan chwiejnej równowagi, zwiększając równocześnie ryzyko obstawiających dalsze słabnięcie rodzimej waluty. To wystarczyło by wzmocnić tendencje przeciwne i przyspieszyć decyzję o odwrocie.</p>
<p>            Teraz mamy do czynienie z sytuacją odwrotną. Na początku tego roku kurs EUR/PLN zszedł poniżej ceny 4zł. Wkrótce pojawiać się zaczęły głosy, iż złotówka umacnia się zbyt szybko i może sprowokować działania o przeciwnym, niż poprzednio kierunku. Niepokój o niekorzystny wpływ rosnącego złotego na wzrost gospodarczy był podkreślany m.in. przez RPP. W wypowiedziach jej członków zaczął też przebijać się motyw ewentualnej interwencji. W ostatnim protokole z posiedzenia Rady pojawiły się zaskakujące sugestie o możliwości obniżenia stóp procentowych, które prowadzić miały do osłabienia krajowej waluty. Propozycja działania wbrew światowym tendencjom wprawdzie nie przetrwała, ale zapis w protokole jak najbardziej. W tym zaś przypadku słowo też ma pewną wartość.</p>
<p>            Później do gry włączyło się Ministerstwo Finansów i NBP. Pomiędzy wierszami komentarzy wypowiadanych 8 i 9 kwietnia rano przez wiceministra finansów Dominika Radziwiłła i wiceprezesa NBP Witolda Kozińskiego można było doszukać się zapowiedzi przyszłych działań, choć wyraźnej deklaracji nie było. W piątek, 9 kwietnia po godz.13 bank centralny poinformował w komunikacie, iż "dokonał zakupu pewnej ilości walut obcych po korzystnym kursie". Skutkiem był kilkugroszowy, dynamiczny spadek kursu złotówki wobec głównych walut.</p>
<p>           W ten sposób NBP wcześniej się nie zachowywał. Bank centralny wielokrotnie podkreślał, że kurs złotego jest w pełni elastyczny i stronił od ingerowania w rynki walutowe. Teraz sytuacja się zmieniła. Trzeba przyznać, że interwencja została przeprowadzona mądrze. Nie określono ani czasu działania, ani też poziomów, których bank będzie bronił, zabezpieczając się w ten sposób przed grożbą celowego ataku.  NBP poprzez swoje działanie zaburzył stosunek sił na rynku walutowym. Pożądany efekt, jakim było zapewne zastopowanie lub spowolnienie aprecjacji rodzimej waluty, został osiągnięty. Od tego momentu złoty zaczął wyraźnie słabnąć, do dzisiaj nie osiągając poziomów sprzed interwencji. Widać to na załączonych poniżej wykresach (czerwonym kolorem zaznaczono moment interwencji). Gotowość kontynuacji takiej polityki potwierdzona została po niedawnej tragedii. A to dopiero przedsmak tego, co będzie się dziać po ewentualnym wprowadzeniu mechanizmu ERM2, przygotowującego Polskę do wprowadzenia wspólnej waluty.</p>
<p style="TEXT-ALIGN: left">EUR\PLN - wykres dzienny</p>
<p style="TEXT-ALIGN: center"><img class="alignnone size-full wp-image-385" title="28.04.10" src="http://blog.ingsecurities.pl/wp-content/uploads/2010/04/28.04.10.JPG" alt="28.04.10" width="701" height="531" /></p>
<p style="TEXT-ALIGN: left"> </p>
<p style="TEXT-ALIGN: left">EUR\PLN - wykres intraday (kwiecień)</p>
<p style="TEXT-ALIGN: center"> <img class="size-full wp-image-386 aligncenter" title="28.04.10(2)" src="http://blog.ingsecurities.pl/wp-content/uploads/2010/04/28.04.102.JPG" alt="28.04.10(2)" width="703" height="531" /></p>
<p style="TEXT-ALIGN: center"> </p>
<p style="TEXT-ALIGN: left">            Długoterminowych trendów poprzez interwencje NBP, czy rządu raczej nie da się powstrzymać. Obrona określonego poziomu kursu sensu chyba nie ma, bardziej logiczne wydaje się odstraszenie spekulujących rodzimą walutą oraz utrzymywanie rynku w stanie niepewności. Teraz gracz obstawiający dalsze umacnianie złotówki, musi liczyć się ze zwiększonym ryzykiem i zastanowi się kilka razy, zanim zajmie np. krótką pozycję w EUR\PLN. </p>
<p style="TEXT-ALIGN: left">           Kurs złotego niestety może mieć znaczenie dla kondycji GPW. Wzrostowy trend na złotówce znacząco zwiększa zyski zagranicznych inwestorów, kupujących akcje na rodzimej giełdzie. Z tego powodu może być ona  obecnie postrzegana jako mniej atrakcyjna.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.ingsecurities.pl/2010/04/zloty-pod-kontrola/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Baza kontraktów terminowych, a zachowania rynku</title>
		<link>http://blog.ingsecurities.pl/2010/04/baza-i-nastroje-a-zachowanie-rynku/</link>
		<comments>http://blog.ingsecurities.pl/2010/04/baza-i-nastroje-a-zachowanie-rynku/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 08 Apr 2010 07:37:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Szmigel</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blog]]></category>
		<category><![CDATA[GPW]]></category>
		<category><![CDATA[Kontrakty]]></category>
		<category><![CDATA[prognozy giełdowe]]></category>
		<category><![CDATA[Psychologia]]></category>
		<category><![CDATA[spekulacja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.ingsecurities.pl/?p=334</guid>
		<description><![CDATA[           Uważa się powszechnie, że dodatnia baza na kontraktach jest wskazówką panującego na parkiecie optymizmu i odwrotnie, jeżeli większość uczestników rynku wieszczy rychłe spadki, to kontrakty wyceniane są poniżej indeksu. Jedno z założeń analizy technicznej mówi zaś, iż większość na rynkach finansowych przeważnie nie ma racji. Czy zatem duża różnica kursu kontraktów i wartości indeksu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>           Uważa się powszechnie, że dodatnia baza na kontraktach jest wskazówką panującego na parkiecie optymizmu i odwrotnie, jeżeli większość uczestników rynku wieszczy rychłe spadki, to kontrakty wyceniane są poniżej indeksu. Jedno z założeń analizy technicznej mówi zaś, iż większość na rynkach finansowych przeważnie nie ma racji. Czy zatem duża różnica kursu kontraktów i wartości indeksu może być wskazówką przyszłych zachowań rodzimego rynku?</p>
<p><span id="more-334"></span></p>
<p>            Na początek wyjaśnienie, co tak właściwie oznacza pojęcie bazy. Otóż baza jest różnicą pomiędzy kursem instrumentu pochodnego a bazowego. W naszym przypadku będzie to różnica pomiędzy ceną najwcześniej wygasającego kontraktu futures na indeks WIG20, a wartością samego indeksu:</p>
<p style="TEXT-ALIGN: center">baza = kurs kontraktu (cena futures) – wartość indeksu (cena spot)</p>
<p>np. na zamknięciu sesji wczorajszej (7 kwietnia), czerwcowa seria kontraktów na WIG20 (FW20M10) wyceniana była na 2552pkt., a wartość indeksu wynosiła 2562pkt. Baza była więc ujemna i wyniosła -10pkt.:</p>
<p style="TEXT-ALIGN: center">        baza = 2552 – 2562 = 10        </p>
<p>            Otwierając dziś długą pozycję na rynku terminowym, nabywamy prawo do otrzymania w przyszłości określonego koszyka akcji, płacąc za niego w momencie zakupu jedynie część wartości. Resztę środków możemy zainwestować gdzie indziej, teoretycznie więc kontrakt kupować powinniśmy za cenę przewyższającą wartość indeksu (decydująca rolę odgrywa tu wartość pieniądza w czasie). Ta teoretyczna wartość kontraktu uzależniona jest oczywiście od ceny aktywów pierwotnych, a oprócz niej od terminu wygasania instrumentu pochodnego, wolnej od ryzyka stopy procentowej i wielkości ewentualnej dywidendy. Można ją wyliczyć z następującego wzoru:</p>
<p style="TEXT-ALIGN: center">  <img class="alignnone size-full wp-image-337" title="07.04.10(2)" src="http://blog.ingsecurities.pl/wp-content/uploads/2010/04/07.04.102.JPG" alt="07.04.10(2)" width="95" height="22" /></p>
<p>Gdzie:</p>
<p>F – wartość teoretyczna kontraktu</p>
<p>S – wartość indeksu</p>
<p>r – wolna od ryzyka stopa procentowa</p>
<p>q – stopa płaconych dywidend</p>
<p>            Ponieważ wolna od ryzyka stopa procentowa zazwyczaj przewyższa stopę dywidendy, w teorii baza powinna być dodatnia i stopniowo zmniejszać się wraz ze zbliżaniem się terminu wygaśnięcia danej serii instrumentów pochodnych. Rzeczywistość jednak daleko odbiega od tych założeń. Kursy kontraktów i indeksu kształtują się oczywiście bardzo podobnie, jednak rzadko identycznie. Kontrakty zazwyczaj wyceniane są poniżej lub powyżej instrumentu bazowego. Ta rozbieżność jest wyraźnie zauważalna na rodzimym parkiecie, gdzie praktyczna nieobecność krótkiej sprzedaży akcji ogranicza możliwość arbitrażu. To właśnie arbitrażyści wykorzystując korzystną dla siebie bazę doprowadzają do dopasowania rynkowej wyceny kontraktów do ich wartości teoretycznej.</p>
<p>            Wykres poniżej pokazuje kurs WIG20 (czarny kolor) i najszybciej wygasającej serii kontraktów na ten indeks (kolor czerwony) od początku 2006r. W dolnym oknie pokazana została różnica pomiędzy ceną terminową, a gotówkową, czyli właśnie nasza baza. Do wygładzenia danych użyta została 10-okresowa prosta średnia krocząca (zielona linia). Widzimy, iż przyjmuje ona kształt klasycznego oscylatora, którego wartość krąży wokół poziomu zerowego. Za poziomy skrajne przyjąłem wartości średniej  +30 i –30pkt., które w założeniu oznaczają skrajny optymizm bądź pesymizm panujący na rynku. Oczywiście zarówno okres średniej jak i owe poziomy wyznaczone zostały subiektywnie i możliwe są ich różne kombinacje, w zależności od preferencji (przyjęte wartości nie były w żaden sposób optymalizowane). Tak zresztą bywa z większością oscylatorów. Pionowe linie oznaczają zaś punkty zwrotne średniej znajdujące się w skrajnych obszarach.</p>
<p style="TEXT-ALIGN: center"> <img class="size-full wp-image-335 aligncenter" title="07.04.10" src="http://blog.ingsecurities.pl/wp-content/uploads/2010/04/07.04.10.JPG" alt="07.04.10" width="796" height="561" /></p>
<p>            Przyjrzyjmy się zatem, czy duża rozbieżność kursu terminowego i wartości indeksu poprzedzała istotne ruchy cenowe. Zakładamy, iż dodatnia baza jest odzwierciedleniem przesadnego optymizmu, a więc zapowiedzią spadków i odwrotnie, baza ujemna sugerować będzie wzrosty.</p>
<p>            Dołków na wykresie średniej zdefiniowanych w powyższy sposób było w badanym okresie 17, z czego 10 dość dobrze zapowiadało ruchy przekraczające 10proc. zmiany wartości indeksu (oznaczone zielonymi liniami). Sześć sygnałów uznać można za neutralne, gdyż kurs albo nie podążył za wskazaniem, albo ruch był płytki i krótkotrwały (kolor niebieski). Za ewidentnie fałszywe uznać można natomiast wskazanie z maja 2008r., kiedy to po dużej ujemnej bazie nastąpiło głębokie obsunięcie rynku (kolor czerwony). W sumie 59% skrajnych wartości bazy poprzedzało oczekiwane rychłe zmiany cen.</p>
<p>           W przebadanym okresie można więc dostrzec pewną korelację pomiędzy bazą, a zachowaniem rynku.  Nie jest to oczywiście zależność bezwarunkowa, ale w ocenie rynku może skutecznie wspomagać inne narzędzia AT i godna jest bardziej rozbudowanych badań. Ocena skuteczności i przydatności wykorzystywania tego narzędzia w praktyce inwestycyjnej zależy oczywiście od osobistych oczekiwań  i preferencji poszczególnych inwestorów.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.ingsecurities.pl/2010/04/baza-i-nastroje-a-zachowanie-rynku/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jawna tajemnica</title>
		<link>http://blog.ingsecurities.pl/2010/03/jawna-tajemnica/</link>
		<comments>http://blog.ingsecurities.pl/2010/03/jawna-tajemnica/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 03 Mar 2010 12:56:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Szmigel</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blog]]></category>
		<category><![CDATA[Psychologia]]></category>
		<category><![CDATA[spekulacja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blog.ingsecurities.pl/?p=269</guid>
		<description><![CDATA[            Podczas spotkania w Nowym Yorku najbardziej agresywne fundusze hedgingowe planowały strategię opartą na osłabieniu europejskiej waluty. Samo spotkanie finansowych tuzów nie zaskakuje, znacznie bardziej to, iż informacja na ten temat wyciekła do prasy i obiegła już cały świat. Strategie takie są z reguły pilnie strzeżone, chyba że ich ujawnienie jest częścią planu i służyć [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>            Podczas spotkania w Nowym Yorku najbardziej agresywne fundusze hedgingowe planowały strategię opartą na osłabieniu europejskiej waluty. Samo spotkanie finansowych tuzów nie zaskakuje, znacznie bardziej to, iż informacja na ten temat wyciekła do prasy i obiegła już cały świat. Strategie takie są z reguły pilnie strzeżone, chyba że ich ujawnienie jest częścią planu i służyć ma celowi głównemu, czyli nabiciu kiesy.</p>
<p> <span id="more-269"></span></p>
<p>            O ekskluzywnej kolacji na początku lutego donosi „Wall Street Journal”. Spotkanie odbyło się w prywatnej rezydencji na Manhatanie. Wzięli w nim udział przedstawiciele wielkich funduszy hedgingowych m.in.: SAC Capital Advisors LP, Soros Fund Management LLC i Brigade Capital. Głównym tematem była spekulacyjna ofensywa nastawiona na osłabienie europejskiej waluty. Mocy planowi nadaje nazwisko George’a Sorosa, który w 1992r. na grze na spadek kursu brytyjskiego funta w kilkanaście dni zarobił ponad miliard dolarów. Przy okazji osuszył brytyjskie rezerwy walutowe. Bank Anglii zmuszony został bowiem do interwencji w obronie wprowadzonego wcześniej sztywnego kursu funta wobec dolara.</p>
<p>             Teraz też niewątpliwie gra warta jest świeczki. Na walutowych derywatach zarobić bowiem można dużo i szybko. Dzięki często spotykanej dwudziestokrotnej dźwigni wystarczy zaledwie 5proc. zmiana kursu, by podwoić zainwestowany majątek. Tymczasem od początku grudnia, gdy pojawiać zaczęły się pierwsze sygnały o greckich problemach, euro potaniało o 15 centów, tracąc blisko 10proc. swojej wartości. Cel wybrany został więc starannie. Grecja jest w tej chwili postrzegana jako wierzchołek góry lodowej i potencjalna pierwsza kostka domina, za którą w rzędzie już ustawiają się kolejne kraje: Hiszpania, Portugalia i Włochy. Atmosfera więc wybitnie takim planom sprzyja.</p>
<p>             Wydawałoby się, że nie pozostaje nic innego, jak pozbierać wszystkie oszczędności i zainwestować w spadek wartości unijnej waluty, a potem do końca życia pławić się w bogactwie. Rozsądek nakazuje jednak ostrożność. Plan ten ma jedną, ale podstawową skazę. Najważniejsze pytanie brzmi: dlaczego informacja na temat zamierzeń finansowych tuzów została upubliczniona? Do takich rewelacji trzeba podchodzić z dystansem, strategie dużych funduszy hedgingowych nie są informacją jawną. Jeśli zaś zostały ujawnione, prawdopodobnie służyć to ma określonemu celowi. W altruizm, janosikowy charakter i chęć podzielenia się zyskami uwierzyć raczej trudno. Bardziej wiarygodne jest podejrzenie, że to precyzyjna gra, obliczona na wywołanie określonej reakcji i nabicie kieszeni. Samym funduszom poruszyć rynkiem o dziennym obrocie 1,2bln dolarów łatwo nie będzie. Symptomatyczne jest, że na tydzień przed pojawieniem się owej rewelacji na łamach światowych gazet, Soros w wywiadzie dla „Financial Times” przepowiadał rozpad unijnej waluty. Wszystko razem układa się zatem w misterny i kompleksowy plan, którego częścią może być właśnie „kontrolowany wyciek informacji”.</p>
<p>             Socjologia określa podobne zjawisko mianem samo spełniającej się przepowiedni. Występuje ono wtedy, gdy prognozy czy proroctwa przyszłych zdarzeń zapadają w świadomość społeczną. Na skutek tego, poszczególne jednostki zaczynają podejmować działania zgodne z tymi przepowiedniami i w ten sposób wpływają na ich urzeczywistnienie. To czy początkowo były one prawidłowe czy też błędne, nie ma tu większego znaczenia.</p>
<p>              Teorię bardzo łatwo przełożyć na interesującą nas sytuację: rekiny finansowej spekulacji wypowiadają się o słabości euro, kilka dni później pojawia się nasza „supertajna informacja” i ludzie zaczynają sprzedawać europejską walutę, kurs dołuje. Wcześniej nieprzekonani widzą, że prognoza się materializuje i szybko dołączają, nie chcąc tracić okazji. Chętnych do kupna jest coraz mniej, do sprzedaży więcej i kurs leci w dół. W pewnym momencie fundusze jednak zaczną wychodzić z rynku z pełnymi kieszeniami. Podejrzewam, że uprzedzać o tym w mediach nie będą, przeciek też się nie pojawi. Ktoś te kieszenie będzie musiał zapełnić. Stracą ci, którzy znajdą się w tym momencie po niewłaściwej stronie rynku.</p>
<p>             Wchodząc do gry, trzeba mieć świadomość, że jest się mikroskopijnym trybikiem w potężnej finansowej machinie, którą kierują siły od nas niezależne. Jeśli jednak wszystkie elementy będą działać zgodnie z wolą możnych, ich zamierzenia się zrealizują. Cele poszczególnych trybów nie są tutaj bynajmniej istotne.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blog.ingsecurities.pl/2010/03/jawna-tajemnica/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

